Dokument „Nietykalny” w reżyserii Ursuli Macfarlane to chyba pierwszy film o Harvey Weinsteinie od momentu kiedy w październiku 2017 r. światło dzienne na łamach amerykańskich gazet ujrzały historie o nadużyciach seksualnych, których dopuszczał się wobec kobiet, w tym wielu aktorek. Ten najbardziej wpływowy producent Hollywood, który na swoim koncie ma tytuły takie jak „Pulp fiction”, „Władcę pierścieni”, czy „Django” dziś jest persona non grata fabryki snów i czeka na rozpoczęcie procesu. Tymczasem na ekranach naszych kin Macfarlane oddaje głos przede wszystkim ofiarom oraz współpracownikom Weinsteina. Z jakim skutkiem?

O dziwo „Nietykalny” jest zaledwie rzetelnie zrealizowanym obrazem, który w zasadzie tylko zbiera dotychczasowe doniesienia na temat Weinsteina. Nie znajdziemy w nim niczego, czego już nie wiedzielibyśmy z mediów, a w filmie ofiary molestowania takie jak Paz De La Huerta czy Roseanne Arquette po raz kolejny opowiadają o tym, co spotkało je ze strony producenta. Całość dokumentu oparta jest właśnie na wypowiedziach szeregu osób, które go znały. W kontraście do tych trudnych opowieści Ursula Macfarlane stawia nam zdjęcia producenta z uśmiechniętymi aktorkami i gwiazdami Hollywood. Opowieści kolejnych tzw. „gadających głów” poprzecinane są także ujęciami wnętrz hotelowych pokoi i korytarzy specjalnie nagranych tak, by wywoływały niepokojącą atmosferę. Trzeba w tym miejscu zauważyć, że reżyser próbowała trochę stylizować niektóre kadry na nagrania z miejsca zbrodni, ale nie do końca jej się to udało. Niewiele zaś mamy w całym obrazie jakichkolwiek prywatnych nagrań z producentem, ale może tym mocniej w filmie wybrzmiewają historie skrzywdzonych kobiet.

Wbrew też temu, co mogłoby się wydawać, „Nietykalny” nie jest jedynie linczem na Harvey Weinsteinie na dużym ekranie. Twórcy i osoby pojawiające się w tej produkcji starali się bowiem przybliżyć widzowi dwutorową osobowość producenta, jego stopniowe dochodzenie do szczytu sławy oraz nakreślić, a właściwie zwrócić uwagę, na zachowanie całego Hollywood.

Z kolejnych kadrów wyłania nam się obraz człowieka, który z jednej strony był geniuszem, jeśli chodzi o talent do wyłapywania najlepszych produkcji, miał niezwykły zmysł marketingu i co tu dużo mówić, odpowiada za wiele Oscarów w historii światowego kina. Z drugiej strony, nie tylko jego ofiary, ale i współpracownicy przyznają, że posiadał porywczą osobowość, miewał agresywne zachowania, a tajemnicą poliszynela było to, że nadużywał swojej władzy dla osiągnięcia korzyści seksualnych. Jak więc to możliwe, że mimo, iż o jego wyczynach krążyły plotki, przez tyle lat nikt nie odważył się oficjalnie zgłosić na policję czy opowiedzieć o tym głośno? Odpowiedź na to pytanie powinna nasunąć się Wam po obejrzeniu obrazu Macfarlane, obrazu co prawda solidnego, ale jednocześnie takiego, który raczej przejdzie bez echa, nie tylko w Polsce, ale również na świecie.

/autorka – Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
innyswiat
Inny świat – recenzja
babycall
Babycall – recenzja
idol
Idol – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*