mustangSzukacie porządnego dramatu, który jednocześnie nie jest tanim wyciskaczem łez? Historii, która Was poruszy i urzecze prostotą, ale też przyniesie szereg refleksji?  Filmu, który przy tym wszystkim przez cały seans będziecie oglądać z niekłamanym  zainteresowaniem? Jeśli tak to w kinach pojawiła się właśnie produkcja łącząca w sobie wszystkie te elementy. „Mustang” w reżyserii Deniz Gamze Erguven, bo o tym filmie mowa, to turecka opowieść o dorastaniu w rzeczywistości rozdartej między religię i konserwatyzm, a nowoczesność i swobodę. To też po prostu słusznie obsypany nagrodami obraz warty Waszego czasu i uwagi.

Kadry tej opowieści zaczynają się niewinnie, ot pięć dziewczynek – sióstr wraz ze szkolnymi kolegami wracają ostatniego dnia szkoły do domu. Młodzi ludzie zwyczajnie się wygłupiają, może trochę flirtują, wskakują nawet w ciuchach w morskie fale i podkradają jabłka z czyjegoś sadu.  W naszej kulturze ich wygłupy uszłyby za niewinne i beztroskie, nikt pewnie nie zwróciłby na nie większej uwagi. Ale akcja tej historii toczy się w Turcji, gdzie taka frywolność w zachowaniu dziewczyn nie jest dobrze widziana. Bardzo szybko więc swoboda sióstr wywołuje w okolicy mały skandal i nad wyraz ostre reakcje babci i wujka wychowujących dziewczyny. Od tego momentu ich dom powoli zmienia się w twierdzę, a im samym stopniowo odbierane są wszelkie rzeczy materialne, które mogłyby sprowadzić je na bezwstydną drogę. Obcisłe jeansy idą w kąt na rzecz workowatych sukienek, zakazane są telefony, internet, spotkania z chłopcami oraz jakiekolwiek wyjścia bez opiekunów. Co gorsza, wujek zamierza również jak najszybciej wydać młode kobiety za mąż – rzecz jasna za chłopców, których te nigdy wcześniej nie widziały na oczy. Ale piątka sióstr, właśnie niczym nieujarzmione mustangi, nie pozwoli tak łatwo stłamsić swojej młodzieńczej energii i swobody, a na ekranie nie obejdzie się bez buntu.

Przyznanie sami, że historia w „Mustangu” jest prosta, ale właśnie w tym tkwi jej siła. Nas, wychowanych w zachodniej kulturze, wręcz szokuje jak w imię tradycji czy religii zabiera się młodym kobietom wolność i tak naprawdę krzywdzi. Jako widzów porusza nas to tym bardziej, że Erguven kontrastuje niewinność dziewczyn i ich stopniowe wkraczanie w dorosłość z brutalnymi konsekwencjami ich zachowań, w tym wystawianiem tych młodziutkich kobiet jak towar do sprzedaży klientowi, czyli najlepszemu kandydatowi na męża. Co więcej, historia prowadzona jest w taki sposób, że przez cały seans współczujemy siostrom i kibicujemy ich buntowi, który też doskonale rozumiemy. Jednocześnie twórca obrazu nie serwuje nam głębokiej psychologii tych postaci, ale dzięki temu  opowieść i przekaz w „Mustangu” zyskuje na uniwersalności.

Za realizację tej produkcji zdecydowane brawa należą się, jakby nie patrzeć debiutantce, Deniz Gamze Erguven, bo swoją historię, mimo reżyserskiego debiutu i średniego zaplecza aktorskiego, potrafiła uczynić niezwykle wiarygodną. Co zaś do samych odtwórczyń głównych ról to młode aktorki nie dysponują warsztatem najwyższych lotów, ale tworzą autentyczne emocje i zwyczajnie przyjemnie ogląda się je na ekranie.

Reasumując więc, „Mustang” to faktycznie produkcja tak dobra jak się o niej mówi i pisze, a seans to wciągające półtorej godziny, której nie będziecie żałować. Jeśli więc macie ochotę na poruszający, ale i dający nadzieję film to zapraszam do kin.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
jackass3d
Jackass 3D – recenzja
sanktuarium
Sanktuarium – recenzja
dzieciw
Dzieci Wehrmachtu – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*