musimyporozmawiacFilmów o psychopatycznych mordercach powstało wiele. Ale co z ich rodzinami? Jak musi się czuć matką, która urodziła potwora? Jak taki potwór “powstaje”?

Musimy porozmawiać o Kevinie jest dość przewidywalny. Już po kilku minutach wiemy, że “zdarzyło się coś złego”, że stał za tym Kevin, a jego matka próbuje żyć po tragedii znienawidzona przez dużą część okolicy. Eva Khatchadourian (w tej roli jak zwykle rewelacyjna Tilda Swinton) próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie – jak do tego mogło dojść? Z drugiej strony musi zmierzyć się ze światem – bez rodziny, bez przyjaciół, z mnóstwem wrogów.

Opowieść rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. W jednej powracamy do przeszłości. Widzimy narodziny Kevina. Wraz z bohaterką analizujemy jego dzieciństwo, powolne przeistaczanie się w potwora. Potwora rządzącego swoją matką, manipulującym nieświadomym większości zdarzeń ojcem. Druga płaszczyzna, według mnie ciekawsza jednak mniej rozwinięta, opiera się na świecie zastanym. Po masakrze, bo wszystkich zabójstwach. Eva zostaje napiętnowana – to ona urodziła potwora i musi żyć ze świadomością popełnionych błędów.

Jak dla mnie twórcy mogliby pozostać jedynie w tejże sferze. Pokazać rzeczywistość po masakrze, próbie dekonstrukcji życia głównej bohaterki.  Bez roztrząsania przyczyn, pozostając w sferze skutków.  Rozumiem jednak, że wtedy byłby to już zupełnie inny film i inna mogłaby być jego wypowiedź.

Musimy porozmawiać o Kevinie to próba zobrazowania powstawania osobowości maniakalnego zabójcy. Opiera się na dość słusznym założeniu, że wszystko rozpoczyna się w rodzinie. Że to ojciec i matka powinny socjalizować dziecko. To także dość ostra krytyka bezstresowego wychowania. Tego, czego tutaj brakuje to „silnej ręki”, konsekwencji i umiejętności dialogu. Nawet jeśli nawet matka mówi o Kevinowi, że nie chciała go, to za chwilę przeprasza i pozwala mu na wszystko. To po prostu “woda na młyn” psychopatycznych zachowań chłopca. A co z ojcem? Ciągle nieobecny, na marginesie, który jest “dobrym kumplem kupującym łuk”, grającym z synem w gry komputerowe, a nie mentorem.

Film Lynne Ramsay to bardzo dobre kino. Nawet  jeśli, o czym wspomniałem powyżej, nie do końca nasyciła mnie część oparta na wydarzenia “po masakrze”. To dość trafna analiza współczesnej przeciętnej rodziny, z której zrodzić się może “patologia”. Jest prawie tak dobry jak Słoń Gusa van Santa. I jeśli nie widzieliście żadnego z tych tytułów (dorzuciłbym do zestawu nieco inne Małe dzieci) musicie to zrobić. Szczególnie jeśli interesuje was psychologia rozwojowa.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
dziewczynazszafy
Dziewczyna z szafy – recenzja
niewygodnaprawda
Niewygodna prawda – recenzja
Judy – recenzja
1 Komentarz
  • Rafi
    15 października 2015 at 13:03

    Jeśli chcesz takie filmy recenzować to najpierw poszerz swoją wiedzę na temat psychologii. Błogosławieni są Ci co nie mają nic mądrego do powiedzenia i nie ubierają tego faktu w słowa. Cóż Ty człowieku wiesz o wychowaniu i psychologii? Jeśli na podstawie takiego filmu wydajesz opinię na temat wychowywania dzieci to polecam również “Dzieci kukurydzy”. Społeczeństwo głupieje nie z powodu wychowania bezstresowego, ale z powodu wychowywania dzieci przez głupich laików jakimi są rodzice i nauczyciele. Ani jedni, ani drudzy nie powinni mieć z dziećmi nic do czynienia, a jednak mają i na świecie tacy ludzie jak Ty kształtują i tak już wykolejone gusta i poglądy…

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*