Dzieło Felixa Van Groeningen miało swoją światową premierę we wrześniu ubiegłego roku. Tuż po niej film stał się fenomenem. Chwaliło go wielu. Doczekał się również licznych nominacji. Nie ma się co dziwić… Przy tak dobrej grze aktorskiej, świetnie zinterpretowanym scenariuszu i pięknych kadrach- nie było innej opcji! Jednak „Mój piękny syn” to nie tylko Steve Carell czy Timothée Chalamet. To przede wszystkim przepiękna historia o relacjach w rodzinie. Jak jedna jednostka, oddziałuje na drugą, jaki mają na siebie wpływ i jak bardzo się kochają. Najpiękniejsze jest tutaj to, co niewypowiedziane.

Davida Sheffa łączy niezwykła relacja z synem. W dzieciństwie Nica była ona wyjątkowo intensywna. Wtedy ojciec był dla niego wzorem, pewnym celem, który chciał osiągnąć jak dorośnie. Temu wszystkiemu towarzyszyła iście przyjacielska relacja. Wspólne spędzanie czasu sprawiało im dużą przyjemność. Kochali razem surfować, wybierać się w samochodowe przejażdżki i śpiewać. Spędzili razem wiele pięknych chwil. Teraz, Nic kończy liceum, ma już 18 lat. Jego relacja z ojcem została poddana pewnej modyfikacji. Pomimo wzajemnego zaufania, syn nie dzieli się już z tatą wszystkim. Zataja przed nim ogromny sekret.  Jest narkomanem.

David, stopniowo, zauważa zmiany zachodzące w zachowaniu chłopca. Jednak nie wzbudzają one w nim żadnych podejrzeń. Jest zaślepiony miłością do swojego dziecka. Przez cały czas ma przed sobą obraz małego Nica… Wypiera obecną rzeczywistość, wspomnieniami. Wreszcie decyduje się na konfrontację z problemem, który wraz z upływem czasu narasta. Jak każdy uzależniony, nastolatek nie widzi problemu w swoim zachowaniu. Boi podjąć się jakichkolwiek kroków w stronę leczenia choroby. Bycie trzeźwym wywołuje w nim strach- jest niewystarczająco dobre, zbyt brutalne i brakuje w nim tej radości i spełnienia, które czuje zażywając liczne substancje. Ojciec decyduje się podjąć walkę. Jednak żeby ją wygrać będzie musiał dobrze poznać swojego przeciwnika. Jak na razie wie o nim tylko tyle, że jest środkiem odurzającym, i tyle. To zdecydowanie za mało, żeby osiągnąć nawet remis. Zaczyna więc sięgać do różnych źródeł informacji. Całkowicie angażuje się w pomoc synowi. Perspektywie zwycięstwa  oddaje całe swoje serce, dusze, jak i ciało. Nie chce dopuścić do tego, żeby Nic utonął. Desperacko stara się go ratować, póki jeszcze dryfuje nad powierzchnią

Miłość, jaką obdarzają się członkowie rodziny została ukazana w spektakularny sposób. Nie znajdziemy w tym filmie wielkich epitetów i nagminnie powtarzającego się słowa: „kocham”. Uczucia zaobserwujemy w zachowaniu, niewypowiedzianych słowach i drobnych gestach.

Narkotyczny obłęd osiemnastolatka jest pokazany w bardzo łagodny sposób. Wraz z założeniami reżysera w „Mój piękny syn” nie doszukamy się mocnych i brutalnych wrażeń, jakie wywołują narkotyki. Możemy zapomnieć o psychodelicznych rejsach, z jakimi zapoznał nas m.in. Gaspar Noe w filmie „Enter the void”, czy „Climaxx”. W tym dramacie cała uwaga widza zostaje skupiona na emocjach i wewnętrznych przeżyciach bohaterów.  Felix Van Groeningen obrazuje kompleksowy problem narkomanii u młodych osób, który nie jest łatwo przezwyciężyć. Droga powrotna do stanu „sprzed” choroby jest niemal nieosiągalna. Na każdym zakręcie czyha jakieś niebezpieczeństwo, które za każdym razem płynie z różnego źródła. Walka z nałogiem jest pełna wzlotów, upadków, nawrotów choroby i złudnej nadziei czy strachu. Mierzymy się tu bowiem z bardzo silnym i głęboko zakorzenionym w ludzkim ciele problemem. Rzadko dochodzi do sukcesu, co nie oznacza, że jest on niemożliwy.

Filmowi niczego niego nie brakuje. Idealnie balansuje pomiędzy spokojnymi, cichymi scenami, a tymi, w których pełno akcji.

Wizja reżysera inspirowana była prawdziwymi wydarzeniami, które spisane zostały przez Davida Sheffa w książce: „Beautiful Boy: A Father’s Journey Through His Son’s Addiction” (2008r.). Tym którzy bardziej zainteresują się tematem polecam również zapoznanie się z dziełem Nica: Tweak: Growing Up on Methamphetamines”. W tej książce historia nałogu została opowiedziana z perspektywy uzależnionego. Druga książka może być ciekawym uzupełnieniem do pierwszej.

Myślę, że na projekcję nastolatki powinni wybrać się ze swoimi rodzicami. Choć po przeczytaniu opisu mogą wzbudzić podejrzenia, bo jednak poruszany jest tu bardzo powszechny i zarazem niebezpieczny temat, to warto zaryzykować. Spędźcie wspólnie te niecałe dwie godziny, oglądając perypetie relacji rodzinnych. Podziwiajcie razem miłość, łączącą rodzica z synem. Przeanalizujcie wasze,  własne relacje. Może „Mój piękny syn” zainspiruje obydwie strony do jakiś zmian? Kto wie…

/autorka recenzji Dominika Mianowska

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
obca
Obca – recenzja
asterix4
Asterix i Obelix: W służbie jej królewskiej mości – recenzja
jackijill
Jack i Jill – recenzja
2 komentarze
  • Julka
    26 stycznia 2019 at 19:53

    Czytalam ksiazkę, rewelacyjna, poruszyla mnie do glebi, teraz wybieram sie na film. Mam nadzieje, ze bedzie rownie dobry. Z tej recenzji wynika, ze film jest w podobnym tonie…

  • Cykoria
    17 stycznia 2019 at 13:23

    Film jest fajny, ale od paru dni czytam książkę Davida Sheffa i jest zdecydowanie lepsza. Na półce czeka jeszcze pamiętnik syna, więc historię da się poznać o wiele lepiej niż przez sam film.

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*