Filmy z powstałej w latach 80. serii „Kogel-mogel” zna niemal każdy Polak, a pewnie znaczna część uważa te komedie za kultowe i chętnie do nich wraca. I skoro cieszą się one taką popularnością to nie dziwi aż tak bardzo, że ktoś w końcu wpadł na ten, delikatnie mówiąc, ryzykowny pomysł i postanowił nakręcić kolejną część serii. Niestety grany właśnie w kinach „Miszmasz, czyli Kogel Mogel 3” to produkcja będąca wyłącznie „skokiem na kasę”, która ma niewiele wspólnego ze swoimi poprzedniczkami.

Prawdę mówiąc to jedynym elementem wspólnym trzeciej części serii i poprzednich produkcji są pojawiające się, „stare” postacie. W „Miszmaszu…” znów mamy Kasię Zawadę (Grażyna Błęcka-Kolska), profesora Wolańskiego (Zdzisław Wardejn) czy jego żonę Barbarę Wolańską (Ewa Kasprzyk), ale tak naprawdę sceny z ich udziałem nie są tu kluczowe. Główny wątek filmu został oparty na dorosłym już synu Kasi – Marcinie (Nikodem Rozbicki), który właśnie wrócił z Holandii z pomysłem na nielegalny biznes w kraju. To wokół tej historii budowana jest fabuła, do której stopniowo dorzucani są kolejni bohaterowie (np. córka Wolańskich, sąsiedzi Kasi – Goździkowie) i kolejne, niestety często absurdalne albo pourywane później wątki przeplatane wspomnieniami wydarzeń z poprzednich filmów.
Nietrudno więc orzec, że największą słabością tego obrazu jest scenariusz, za który odpowiedzialna była Ilona Łepkowska. Niestety, ale nagromadzenie tematów i postaci oraz chęć upchnięcia wszystkiego w półtora godzinnym seansie sprawiło, że tak naprawdę w „Miszmaszu…” nie ma czasu na dokładne nakreślenie historii, na zgłębienie motywacji bohaterów, ba, nawet na zawiązanie miłosnych relacji. Te ostatnie rodzą się między bohaterami w zasadzie w mgnieniu oka. Cała historia prowadzona jest po prostu zbyt szybko i bez ładu, a niektóre rozwiązania fabularne ocierają się nawet o absurd (jak chociażby Goździkowie atakujący policjantów – ćwierćinteligentów).

O dziwo, produkcja ta, reklamowana głośno jako komedia w starym stylu, nie śmieszy. Żarty w „Miszmasz, czyli Kogel Mogel 3” często są toporne albo opierają się o dawno przebrzmiałe stereotypy. Brakuje im polotu i inteligencji znanych z wcześniejszych filmów. Sprawy nie ułatwia fakt, że miejscami wypowiadane przez aktorów teksty są po prostu sztywne i nie brzmią wiarygodnie. Zwłaszcza kwestie wypowiadane przez Grażynę Błęcką – Kolską, czyli filmową Kasię są drewniane. Zresztą akurat ta aktorka w trzeciej części „Kogla Mogla” nie popisała się szczególnie warsztatem.
Na szczęście nie wszyscy odtwórcy ról wypadają tak przeciętnie. Większość radzi sobie bardzo dobrze biorąc pod uwagę rozwiązania scenariuszowe – przykładowo grająca Solską Katarzyna Łaniewska jest niezwykle bezpretensjonalna, Aleksandra Hamkało jako córka Wolańskiego nie drażni jak to czasem ma w zwyczaju, a Katarzynie Skrzyneckiej udaje się z wyczuciem przerysować postać żony Piotrusia. I ta obsada to chyba jedyny, jasny promyk całej tej produkcji.

Po raz kolejny okazuje się bowiem, że lepiej mierzyć siły na zamiary i nie brać się za odświeżanie filmowych legend, na realizację których nie ma się pomysłu. Może i „Miszmasz, czyli Kogel Mogel 3” ma w sobie jakąś dozę potencjału, może obsada w części „daje radę”, a sam tytuł wywołuje pozytywne skojarzenia, ale to nie wystarczy, by uchronić widzów przed niestrawnością wywołaną seansem tego, co tu dużo mówić, nieudanego obrazu.

/autorka recenzji Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
obietnica
Obietnica – recenzja
transformers4
Transformers: Wiek zagłady – recenzja
Skyfall
Skyfall – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*