mistyfikacjaWspółczesna polska kinematografia, to dwie odmienne połówki – komercyjne produkcje spod znaku TVN-u oraz autorskie, obyczajowe kino, które bardzo często ogląda jedynie rodzina i znajomi twórców. Na szczęście raz na jakiś czas powstaje perełka, taka jak niedawno debiutująca na ekranach kin Mistyfikacja Jacka Koprowicza.

Witkacy wielkim artystą był – to wie każdy. Jego wkładu w kulturę polską i europejską nie da się nie docenić. Według wszelkich znaków Stanisław Ignacy Witkiewicz popełnił samobójstwo w 1939 roku. Najnowsza produkcja Koprowicza pokazuje jednak, iż mogła być to mistyfikacja, a sam Witkacy mógł żyć jeszcze do końca lat sześćdziesiątych.

Łazowski to były student filologii polskiej zafascynowany Witkacym i jego muzom. Tak jak wielu mu podobnych młody student zostaje wydalony z uczelni po strajkach w 1968 roku. Zaczyna współpracę z tajnymi służbami inwigilując osoby niesprzyjające PRL-owi.

W międzyczasie Łazowski natrafia na bardzo dziwny trop – otrzymuje widokówki pisane przez Witkacego, datowane na lata 50-67. Rozpoczyna śledztwo mające pokazać, iż w 1939 roku Witkiewicz nie umarł.

Film Jacka Koprowicza to popis prawdziwego aktorstwa. Dawno na ekranach kin nie widzieliśmy tylu świetnych artystów: Ewę Błaszczyk, Jerzego Stuhra, Olgierda Łukaszewicza, Wojciecha Pszoniaka, Ewę Dałkowską, Krzysztofa Stroińskiego wspomaganych przez nieco młodszych Andrzeja Chyrę, Karolinę Gruszkę oraz Macieja Stuhra w roli Łazowskiego.

Przez cały film toczy się swoisty pojedynek rodziny Stuhrów – syn (Łazowski) tropi ojca (Witkacego) i to on, a także Ewa Błaszczyk nadają tempo temu obrazowi. Mistyfikacja to nie kino akcji, thriller, to spokojny, senny obraz inwigilacji, poszukiwania, zagłębiania w oszustwo(?), popadania w szaleństwo. Trzeba uprzedzić fanów Witkacego, iż to wariacja na temat, a postać mistrza jest jedynie elementem zaczepiania do pewnych myśli.

Istotą twórcy jest oszukiwać, mistyfikować. Istota PRL-u była to sama, ba z sensem współczesnego życia jest podobnie. Z drugiej strony  – czy nie lepiej być “nieprawdomówistą”, niż “lizodupystą”, nieprawdaż?

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
mama
Mama – recenzja
czarnyczwartek
Czarny czwartek – recenzja
bezwstydu
Bez wstydu – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*