milczeniejestzlotemKolejna polska komedia romantyczna. I tak jak większość z nich straszliwa, nielogiczna, głupia. Nie warta wypadu do kina.

 
Ingę (Aneta Todorczuk-Perchuć) zaczepia na ulicy książę (koszmarny Jan Wieczorkowski). Wręcza jej kwiaty, namiętnie całuje, po czym znika. Kobieta przyjmuje jego gest biernie. Nie może wołać o pomoc, straciła głos. Nie próbuje się wyrywać – reżyserka nie wpadłaby na tak wyszukaną formę reakcji, a i sama bohaterka filmu nie jest na tyle światła, by w jej romantycznej wizji świata znalazło się miejsce na napastowanie.

Tak więc zamiast iść na policję, niema Inga angażuje koleżanki, z którymi wyrusza na poszukiwania księcia, domniemanego antidotum na bezgłos. Przy ich mozolnym i nijakim tempie, wyścig ślimaków jawi się jako rozrywka najwyższego rzędu.

Mimo nielogiczności (Piotrek, zanim uda się na wymarzoną sobotnią randkę, odbierze najpierw siostrzenicę ze szkoły – sześciodniowe podstawówki, to przecież w Polsce norma, kiedy zaś podaje Indze numer telefonu stacjonarnego, po wybraniu go odzywa się komórka,) w świecie niedorozwiniętych bohaterów, poszukujący i tak na siebie trafiają. Widz gotowy wtedy oklaskiwać samego siebie za wytrwanie do końca projekcji.

Parafrazując nazwisko reżyserki, zaserwowała nam ona niezłą pytę, w której profanuje, nadaremnym wymawianiem nazwisk, Bergmana i Bunuela. Jawnogrzesznica.

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
violetta
Violeta poszła do nieba – recenzja
burleska
Burleska – recenzja
babadook
Babadook – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*