smiercstalina22W marcu 1953 r. w swojej daczy pod Moskwą umiera Józef Stalin, a nad jego ciałem, pomiędzy jego najbliższymi towarzyszami rozpoczyna się prawdziwa walka o władzę – tak mniej więcej przebiega główny wątek najnowszego filmu Armando Iannucci pod jakże zaskakującym tytułem „Śmierć Stalina”. Film ten stanowi osobliwą komedię, która z jednej strony w sposób prześmiewczy podchodzi do autorytarnych rządów silnej ręki, reżimu oraz usilnych zmagań o przywództwo, z drugiej natomiast wydaje się, że zbyt lekko traktuje pokazane gdzieś w tle zbrodnie komunistyczne, co powoduje pewną sprzeczność przy odbiorze tej produkcji.

Produkcji, która na pewno udała się Iannucci, jeśli chodzi o kwestię naśmiewania się ze Stalina i jego terroru, a także wyśmiewania całej tej potyczki o władzę wśród ludzi z jego najbliższego otoczenia. W filmie można bowiem zobaczyć jak Nikita Chruszczow (Steve Buscemi), Ławrientij Beria (Simon Russell Beale), Wiaczesław Mołotow (Michael Palin) czy Gieorgij Malenkow (Jeffrey Tambor) wchodzą między sobą i innymi znaczącymi, komunistycznymi politykami w układy i planują spiski, by rządzić Związkiem Radzieckim. W ich działaniach zobaczycie mnóstwo absurdu, komizmu sytuacyjnego, oraz czarnego humoru – w końcu wszystko dzieje się nad ledwo zastygłym ciałem Stalina. Nie spodziewajcie się jednak, że znajdziecie tu jakieś proste żarty, które wywołają w Was salwy śmiechu, w „Śmierci Stalina” śmieszą określone, niejednokrotnie groteskowe sytuacje i zachowania głównych bohaterów.

A jeśli już jesteśmy przy postaciach to trzeba przyznać, że odtwórcy głównych ról podołali zadaniu i dobrze zbudowali poszczególne osobowości tej tragikomedii. Oczywiście każda z nich czymś się charakteryzuje, ale również, co ważniejsze, doskonale współgra z resztą obsady. Cała grupa wspomnianych wcześniej aktorów potrafi po mistrzowsku zagrać to bezwstydne podlizywanie się wodzowi za jego życia oraz stwarzanie pozorów tego, jak wielką stratę ponieśli, gdy wiedzą, że nie może ich już dosięgnąć ręka Stalina, przy okazji wnosząc w to nie małą ilość humoru. Dobór aktorów na pewno więc nie zawiódł.

Zawiodło natomiast potraktowanie po macoszemu wątku tragedii ofiar komunizmu. W „Śmierci Stalina” zbrodnie reżimu widzimy jedynie gdzieś w tle, reżyser nie przywiązuje do nich zbyt wiele uwagi, jedynie nam je sygnalizuje. Przypuszczam, że jego intencją nie było skupianie się akurat na tej części historii powszechnej, a swoją produkcją zamierzał po prostu wyśmiać pewne zagadnienia, niemniej jednak świadomość rozgrywających się w tle okrucieństw już tak nie bawi. Być może należało w ogóle pominąć wstawianie w tle kadrów z torturowań obywateli, a ukazać jedynie, w całej tej komicznej otoczce, świtę Józefa Stalina i ich działania po jego śmierci. Cóż, Armando Iannuci miał inną wizję, dlatego też film oglądamy w takim kształcie.

Ja nie do końca kupuję ten kształt i stylistykę „Śmierci Stalina”. Owszem, miejscami jest to kino śmieszne i absurdalne, ale w trakcie seansu nie da się pozbyć świadomości o wydarzeniach prezentowanych tutaj jako tło, a to z kolei psuje rozrywkę. Nie jest to więc w stu procentach film lekki, ale jeśli ktoś ma ochotę na rzadko spotykaną komedię z historią w tle to może wybrać się na seans.

smiercstalina

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
wieczorpanienski
Wieczór panieński – recenzja
przeleczocalalych
Przełęcz ocalonych – recenzja
joyfilm
Joy – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*