madeinpoland„Made in Poland” to najnowszy film Przemysława Wojcieszka, twórcy „Poniedziałku”, „Głośniej od bomb”, czy „Zabij ich wszystkich”.

  
Brud, monotonia i beznadzieja. Polska. Taki obraz kreuje reżyser. Dopełnia go postacią Bogusia. Główny bohater jest skinem, jest bezrobotny, nie uczy się. Jest wkurwiony. Ma dość bycia ministrantem, ma dość szkoły, ma dość „systemu”. Pragnie rewolucji, nagłej rebelii, chce zniszczyć wszystko, ale nie bardzo wie jak się do tego zabrać.
 
Tatuuje sobie na czole napis „fuck off”, jako swoje motto życiowe i rusza na wojnę z otaczającą go rzeczywistością. Kiedy jednak rozbijanie szyb w samochodach i niszczenie budek telefonicznych nie zbliża go ani trochę do wymarzonej rewolucji zwraca się do swoich autorytetów: byłego nauczyciela, alkoholika, oraz matki – fanki Krzysztofa Krawczyka. W międzyczasie zdąża zadrzeć z gangsterami i poznać dziewczynę do której poczuje coś więcej.

Film Wojcieszka to bunt przeciwko zastanej rzeczywistości. Kapitalizmowi, polityce, hipokryzji. To obraz patologii, rozwarstwionego społeczeństwa, gdzie jeden żyje w dostatku a drugi musi walczyć o byt, społeczeństwa które biega oszalałe, niczym Boguś, ma ochotę coś zrobić, ale nie wie co. Główny bohater neguje stworzone przez społeczeństwo schematy, jest uosobieniem wszystkiego czego przeciętny polak ma dość.

Uwagę przyciąga świetna gra aktorska, szczególnie Janusza Chabiora. Na pochwałę zasługuje także świetna kompozycja muzyki i animacji, w której pojawiają się punki, czy walczące ze sobą kościotrupy, w rytm gitarowej „sieczki”, oraz rozmów telefonicznych z Radia Maryja.

Podsumowując, film jest godny polecenia. Jest czymś wyróżniającym się na tle mdłych, rodzimych komedii romantycznych, które pojawiają się w kinach.

Jedni powiedzą, że bunt w „Made in Poland” został przedstawiony w nieco prymitywny sposób. Powiedzą, że jest przesadzony, płytki, a rewolucja nie ma racji bytu. Może i nie ma. Ale nie tutaj. Nie w Polsce.

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
diaz
Diaz – recenzja
gunman
Gunman: Odkupienie – recenzja
babycall
Babycall – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*