lollipopSłowo „kicz” ma w naszym język wydźwięk bardzo negatywny. Tak jak w każdym innym języku. Nazwanie czegoś kiczowatym jest równe z nadaniem opisanemu podmiotu łatki czegoś obciachowego albo tandetnego.

Jednakże dobrze wykorzystany kicz potrafi sprawić wiele dobrego i pozytywnie oddziaływać na odbiorcę danego tworu kultury. Tak właśnie jest w przypadku Lollipop Monster Ziski Riemann. Niemiecka produkcja miała premierę w swojej ojczyźnie już w zeszłym roku. Można ją było nawet  zobaczyć na Berlinale, a jeśli chodzi o naszą piastowską ziemię mieli go szansę podziwiać widzowie na łódzkim Festiwalu Cinergia, gdzie nawet zdobył Nagrodę Publiczności. Ja tam właśnie widziałem ten film i sam dołożyłem cegiełkę do wspomnianej nagrody poprzez mój głos na karcie. A Ci którzy nie mieli okazji zobaczyć tego filmu jak ja w listopadzie to mają teraz szansę z racji tego że Lollipop Monster wchodzi na ekrany polskich kin.

Obraz w reżyserii Ziski Riemann, która także współpisała scenariusz z Luci Van Org opowiada o losach dwójki nastolatek, Ari i Oony. Każda z nich jej z innej bajki. Jedna to słodka blondyneczka w różowych strojach zaś druga to typowe gotho-metalo-emo-niewiadomoco dziewczę. Obie zaś łączą problemy z niestabilnymi rodzinami przez co nawiązują ze sobą przyjacielską więź w ramach hasła „razem przeciwko Światu”. A to wszystko połączone wraz z problemami dojrzewania i odkrywania seksualności.

Mimo pełnego odwzorowania współczesnych realiów ja oglądają tą produkcję odczuwałem wrażenia bajkowości z racji tonacji kolorystycznej i tej „pozytywnej kiczowatości”. W filmie mamy kilka nienarzucających się dla widza sekwencji animowanych, które utwierdzają oglądającego w przekonaniu arealności świata przedstawionego w filmie.

Kiedy ja siedziałem na widowni w łódzkim kinie Charlie i oglądałem Lollipop Monster brałem udział w świetnym wydarzeniu. Atmosfera na sali kinowej była pełna pozytywnej energii i dobrego humoru. Niemiecka produkcja potrafi rozbawić swoją absurdalnością i kiczowatą konwencją. Najlepszym tego dowodem jest to, że ja oglądając film wyjąłem komórkę po to by wysłać grupowego sms-a o treści „musisz obejrzeć Lollipop Monster” i wysłałem go do prawie wszystkich w mojej skrzynce kontaktów. Ponad setka osób. Nawet chyba załapała się moja kochana rodzicielka.

Ja osobiście mogę polecić ten film wszystkim młodym ludziom, którzy zatopieni w internetowym świecie kultury popularnej i subkulturach znajdą w tej produkcji świetną frajdę na dobre półtorej godziny.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
zlakobieta
Zła kobieta – recenzja
naukaspadania
Nauka spadania – recenzja
cos2011
Coś – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*