legendakasparaKim jest Kaspar Hauser i co wnosi w naszą kulturę? Takie pytania zdaje się zadawać Davide Manuli w swoim najnowszym dziele. Film ujęty w okowy surrealizmu zyskał piękną formę wizualną i dźwiękową, ale czy atrakcyjną również i w innych aspektach?

Główny bohater to postać jak najbardziej autentyczna, ale i wielce enigmatyczna, czego dowodzą liczne odwołania w sztuce. W dziedzinie kinematografii swoją interpretację niemalże pół wieku temu przedstawił już sam Werner Herzog. W swoim dziele pełnym wrażliwości i delikatności, dość wiernie starał się odtworzyć historię Kaspara Hausera, włóczęgi o umyśle kilkulatka, nieznającego swojej przeszłości, ale przecież z tego powodu tak elektryzującego dziewiętnastowieczną Europę.

Natomiast w odrealnionym świecie Davide Manuliego rządziła harmonia, dopóki nie została brutalnie zaburzona przez przybycie wyczekiwanego następcy tronu – Kaspara Hausera. Właśnie ten hołubiący dres i nierozstający się ze słuchawkami chłopak o zaburzonej równowadze psychicznej (w odważnej kreacji Silvia Calderoni), miał swym kobiecym głosem i potęgą zmienić losy nękanej nudą wyspy X. Jego legenda nie zniosła bezlitosnej konfrontacji z rzeczywistością, kiedy to w oczach wyspiarzy okazał się dziecinnie nieudolny, bez krzty talentu, wręcz błazeńsko zachowujący się, co wzbudziło u podejrzliwej Księżnej odruch obronny, nieuchronnie doprowadzając do jego upadku.

https://www.youtube.com/watch?v=3HtI-dG6C1U

Manuli uszczknął temat z zupełnie innej strony, stroniąc od roztkliwiania się nad tytułowym bohaterem. Kaspar Hauser wyrósł u niego do rangi symbolu współczesnej popkultury, wskazując na jej odtwórczość, odznaczanie się utratą wyjątkowości, brakiem nadrzędnych wartości do zaoferowania konsumentom. Dodatkowo w scenariuszu każda z postaci została wręcz naznaczona schematyczną osobowością, przypieczętowaną charakterystycznym strojem. Reżyser nie obawiał się śmiałych połączeń gatunkowych, momentami wręcz korespondując ze słynnym Kretem Jodorowsky’ego. Znalazła się chociażby absurdalna scena tanecznego pojedynku jakby wyjęta ze spaghetti westernu gadatliwego [sic!] stróża prawa rodem z Dzikiego Zachodu i małomównego dilera (w podwójnej roli Vincent Gallo).

Czarnobiały filtr, rozleniwiona dynamika, statyczna, a przez to dopieszczona w każdym calu kompozycja kadru, bez wątpienia inspirowana Jimem Jarmuschem, zwolniła koncepcyjny chaos panujący na ekranie. Ale czy takie kalkowanie wręcz stylów innych wirtuozów reżyserii powinno Manuliemu przynieść uznanie, zwłaszcza że sam skrytykował w omawianym filmie właśnie odtwórczość? Wybronić dzieło tymi mocnymi zarzutami może teatralna, niebanalna gra Gallo i ujęcie obrazu w ramy wibrującej elektroniki DJ-a Vitalic. Niewątpliwie Legenda Kaspara Hausera jest filmem nieoczywistym, ale z przykrością stwierdzam, że bynajmniej niebłyskotliwym, pułapką, w którą reżyser sam się złapał.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
sekret
Sekret afrykańskiego dziecka – recenzja
odronienieba
Odrobina nieba – recenzja
sanctum
Sanctum 3D – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*