laponskaodysejaLapońska odyseja nie jest filmem wybitnym, ale przyjemnym i pozytywnym w odbiorze. Północne krajobrazy powodują, że warto go obejrzeć w czasie zimnego, popołudniowego odpoczynku.

Janne to niezbyt rozgarnięty mieszkaniec północnej Finlandii. Wraz z dwójką kolegów przesiaduje w pubie, sącząc piwko. I tak się żyje, z dnia na dzień. Teraz Janne ma problem – musi kupić dziewczynie dekoder telewizyjny, bo inaczej… ta odejdzie od niego. I tu rozpoczyna się podróż do odległego sklepu AGD. Podróż, która nie będzie prostą przejażdżką po zaśnieżonych terenach Finlandii.

Północnoeuropejskie kino ma w sobie jakąś magię. Nie tylko ze względu na krajobrazy, ale także z powodu dość specyficznego humoru i zachowania bohaterów. Nie inaczej jest z filmem Dome Karukoskiego. Podróż po dekoder zamienia się w odyseję opowiadającą o przetrwaniu. Trzej bohaterowie to odrzutki, dziwaki. Każdy z nich na drodze spotka “przeszkodę”, z którą będzie musiał się zmierzyć. Mamy tu dość bezkompromisowy humor i niestety niewiele więcej.

Lapońska odyseja nie jest filmem wybitnym. Nie dorasta do pięt chociażby produkcją najbardziej znanego fińskiego reżysera, Akiego Kaurismakiego, ale ma w sobie to “coś”. Tę magię, która przyciągnie fanów do kin. I ci kinomaniacy nie powinni się nudzić, chociaż ostrzegam – nie jest to najgenialniejszy obraz, jaki obejrzycie.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Ewa
Ewa – recenzja
bardzoposzukiwanyczlowiek
Bardzo poszukiwany człowiek – recenzja
scigana
Ścigana – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*