lady

Powiadają, że za każdym wielkim mężczyzną stoi jeszcze większa kobieta. W Lady Luca Bessona role zostały zamienione. Nie umniejszając roli Aung San Suu Kyi, niewiele by ona uczyniła, gdyby nie jej mąż Michael Aris.

Lady oparta jest na faktach. Historia rozpoczyna się w 1947 roku zamachem w Birmie. Po latach córka zamordowanego wtedy generała – wspomniana Aung San Suu Kyi – powraca do kraju dzieciństwa, aby zaopiekować się chorą matką. Przypadek powoduje, że wpada w sam środek krwawo tłumionej rewolucji studentów. Potomkini legendy Birmy nie ma innego wyjścia – musi wspomóc opozycję i doprowadzić do wyborów. Prowadzi to ostatecznie do aresztu domowego i kilkunastoletniego przetrzymywania Suu na terenie jej birmańskiej rezydencji. W Wielkiej Brytanii pozostają jej mąż i dwóch synów.

Luc Besson pokazał swoje nowe oblicze. Po spektakularnych filmach akcji przyszedł czas na dość kameralny dramat polityczny, który jak się początkowo wydaje ma opowiadać o m.in. laureatce pokojowej Nagrody Nobla. Jeśli jednak przyjrzymy się bliżej, to historia jej męża, dzieci, którzy muszą żyć bez matki. Kobiety rozdartej pomiędzy swoim krajem, a rodziną.

Nie tak dawno w kinach pojawiła się Żelazna dama (Iron lady) – słaby film z wybitną kreacją Meryl Streep. Lady (który jednak jest zdecydowanie lepszą produkcją) warto obejrzeć głownie z powodu fenomenalnej roli Davida Thewlisa, który przyćmiewa tu każdego.

Michael Aris (Thewlis) – profesor, ojciec, mąż. To dzięki jego staraniom Suu otrzymała Nobla. To on stał za wieloma pomysłami kampanii wyborczej, to on walczył z reżimem za jej plecami, także wreszcie on namówił żonę do rezygnacji ze strajku głodowego, a poniekąd stał za łagodniejszym traktowaniem więźniów politycznych. Co za tym idzie? Widzowi może wydawać się, że Suu nie tyle jest zdolnym politykiem, a ma zaradnego męża ze znajomościami, a także ma bardzo dużo szczęścia (jej polityczny przeciwnik swoje ruchy opiera na… wróżbach, dlatego m. in. bohaterka nie zostaje od razu zamordowana, jak wielu przed nią). Także często niewiele widzi i rozumie. Chociaż oddać jej trzeba, że jest upartą i twardą kobietą. I ma zaradnego męża.

W Lady Besson pokazuje, że Aung San Suu Kyi niewiele by osiągnęła, gdyby nie Michael Aris. Być może właśnie tak zawsze jest. Podobno za każdym wielkim mężczyzną/kobietą stoi jeszcze większy współmałżonek. Warto przyjrzeć się tej produkcji także od strony samych „technik politycznych”. Polityka to nic więcej, niż sztuka kompromisu, znajomości i szczęścia. Podobnie jak wiele innych dziedzin życia.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
pierwszyraz
Pierwszy raz – recenzja
rango
Rango – recenzja
kuzyni
Kuzyni – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*