Wielbiciekwartetle Dustina Hoffmana, ostatnio znanego głównie z amerykańskich komedii, mogą zostać mile zaskoczeni jego nową rolą. Aktor, na podstawie sztuki napisanej przez Ronalda Harwooda, wyreżyserował zaskakujący, jak na osobowość znaną głównie z filmów z jego udziałem, lecz czarujący obraz – Kwartet.

Zaangażował w jego realizację nie lada osobistości brytyjskiego kina oraz osadził wydarzenia w malowniczej Anglii, gdzie swoje życie można zakończyć z godnością, pasją i poczuciem spełnienia.

Brzmi to odrobinę jak sielanka bądź miejsce, nie mające prawa istnieć. Bohaterami filmu są emerytowani muzycy, związani z muzyką symfoniczną oraz operą, którzy ostatnie lata swojego życia postanowili spędzić w luksusowym domu spokojnej starości, skierowanym właśnie do nich – muzycznych artystów. Miejsce to nie przypomina miejsca, kojarzącego się z domem opieki. Obserwujemy starszych ludzi, posiadających chęć życia, ciągłego kontaktu z pozostałymi pensjonariuszami a przede wszystkim niezaprzestających kontynuowania życiowej pasji, którą jest muzyka. Dom ten przepełniają nieustanne dźwięki instrumentów oraz śpiewu, okazującym się najlepszym lekiem na samotność i upływające lata, które powodują zapomnienie o artyście, jego istnieniu oraz zapisaniu się na kartach historii sztuki.

Spokój ten zaburza nieoczekiwane przybycie nowej podopiecznej – Jean Horton (w tej roli wystąpiła znakomita Maggie Smith, nie potrzebująca większej ilości słów aprobaty oraz uwielbienia) – zadufanej w sobie, idealistycznej, zapatrzonej w minione sukcesy oraz nie mogącej pogodzić się z zakończeniem światowej kariery artystycznej śpiewaczki. Wprowadza ona, do skądinąd wciąż trwającej idylli, pewnego rodzaju niepokój oraz rozdrapuje wydawałoby się zabliźnione rany, pęknięte z miłości, zdradzone serce. By uratować przed bankructwem tę wartościową przystań, Jean zostaje namówiona przez przyjaciół tam przebywających i posiadających wspólne z nią wspomnienia przeszłości (wybitne postaci angielskiego kina: Tom Courtenay, Billy Connolly, Pauline Collins oraz Michael Gambon), na wspólne wystąpienie i zaśpiewanie największego dzieła swojego życia. Dzięki stworzonemu kwartetowi to wręcz bajeczne miejsce zostaje uratowane wraz z nadszarpniętymi oraz zaniedbanymi relacjami z najbliższymi dla Jean osobami.

Owa bajka miejsca, wokół którego toczy się akcja Kwartetu, stworzona jest z niezwykłego klimatu ciepłych barw, oscylujących wokół brązu i złota. Do tego dochodzą przepiękne, malownicze, wręcz sentymentalne krajobrazy, charakteryzujące tamtejszą aurę. Spokój oraz piękno natury żyje (przynajmniej powinno) w zgodzie z wnętrzem – duszą człowieka, której nie da się żadnymi sztuczkami oszukać. Tego między innymi artyści, nie wprost próbują nauczyć młode pokolenie – by podążali drogą wypełnioną marzeniami, o które warto jest walczyć oraz spełniać, ponieważ nigdy nie jest na to za późno. Zaś najważniejsza jest życiowa pasja, będąca antidotum na troski spowodowane przez nikogo niechcianą starością oraz utratą znaczącego za młodu czasu, stratą najważniejszych emocjonalnych więzi z kochaną osobą. Wszelkie smutki są do przezwyciężenia – wystarczy wierzyć w swoje siły i nie zamykać drogi swoim pasjom oraz żywiołom.

Kwartet to film dla widzów każdego pokolenia. Młodzi i starsi odbiorcy wyniosą z niego wartościowe oraz główne przesłanie – miej pasję, która poprowadzi cię do szczęścia wbrew przeciwnościom losu. Trochę idealistyczny akcent, ale czy nie warto spróbować?

Kino_CHARLIE_logo_kina

Seans obejrzany, dzięki uprzejmości Kina Charlie. Polecamy i zapraszamy!

                                                     Więcej recenzji na Plastrze Łódzkim!

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
brooklyn
Brooklyn – recenzja
trzysiostryt
Trzy siostry T – recenzja
nigdyniejest
Nigdy nie jest za późno – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*