ktocieuczylNiełatwo o prawo jazdy na obczyźnie. W Indiach kursanci zmuszeni są do nauki w wysłużonych pojazdach, które powinny już zająć miejsce w kolejce do blacharza. W Kraju Wschodzącego Słońca sama procedura wsiadania do samochodu otoczona jest rytuałem. A w Niemczech… cóż, tam, jak zresztą zawsze, wszystko przebiega bez zarzutów, a przychylności nauczyciela nie kupi się nawet okazaniem uroczej, rodzinnej fotografii.

Mająca na koncie kilka drobnych dokumentów, Andrea Thiele, szuka uniwersalnego kodu, aby omówić zawsze atrakcyjne różnice kulturowe oraz topos jednostki zagubionej w odległym kraju. W tym celu wsadza do wozów trzy niedobrane pary i zamyka za nimi drzwi. Mirela, która wyemigrowała z Niemiec do Indii, prowadzi firmę odzieżową. Koreanka Hye-won mieszka w kraju naszych zachodnich sąsiadów i stara się wieść zwykłe, rodzinne życie. Natomiast Amerykanin Jake dorabia jako nauczyciel języka angielskiego w Tokyo. Trio dzielą tysiące kilometrów, łączy doskwierający im coraz mocniej brak prawka. Oczywiście jazdy z egzotycznymi instruktorami i nauka przepisów lokalnego ruchu drogowego powinny okazać się dla trójki bohaterów nie lada wyzwaniem, a dla widza – zapewnieniem odpowiednio jowialnej rozrywki.

Z założenia miało być lekko i niezobowiązująco, lecz chyba wyszło aż nadto przygodnie. Od filmu dokumentalnego tak chętnie sięgającego po inscenizację należałoby wymagać nieco bardziej zajmujących protagonistów; świeżość wnoszą dopiero postaci osobliwych instruktorów. Pobiadolić wypada także nad humorem. Ten, choć momentami naprawdę sprawny, ogranicza się w zasadzie do kwestii barier językowych. Niefikcjonalnością i hasłami z cyklu „scenariusz napisało życie” nie należy bronić najnowszego projektu Niemki, ponieważ nieugięta ręka fabularyzacji, trzymająca pieczę nad całą historią, nie daje tu o sobie zapomnieć.

https://www.youtube.com/watch?v=0MoHv1eyYgc

Choć udało się jej obejść z bohaterami ze stosowną ironią i wrażliwością oraz zdobyć kilka punktów ciekawskim, etnograficznym spojrzeniem, twórczyni funduje niemało zupełnie martwych momentów, co w przypadku filmu o względnie skromnym metrażu może nieco zaskakiwać. Szkoda tylko, że negatywnie. Przed filmem należy sprzymierzyć się mentalnie z rygorystycznym ograniczeniem prędkości obowiązującym na ulicach Bombaju, bo i seans z dokumentem Thiele może okazać się przesadnie powolny.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
babycall
Babycall – recenzja
uprowadzona2
Uprowadzona 2 – recenzja
moon
Moon – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*