Pamiętacie nagradzaną „Czekoladę” z Juliette Binoche i Johnnym Deppem oraz walkę głównej bohaterki z nieprzychylnym jej biznesowi burmistrzem miasteczka? Lubicie tego typu kino? Jeśli tak, to na wielkim ekranie gości właśnie „Księgarnia z marzeniami” w reżyserii Isabel Coixet, w której choć niestety historia głównej postaci jest schematyczna i w wielu aspektach przypomina tę z „Czekolady”, to jednak posiada swój urok.

W „Księgarni z marzeniami” wdowa po żołnierzu – Florence Green (w tej roli Emily Mortimer) otwiera w prowincjonalnym, angielskim miasteczku tytułową księgarnię. Niestety, nie jest to po drodze pewnej wpływowej damie Violet Gamart (Patricia Clarkson), która w tym samym miejscu chciałaby otworzyć lokalne centrum sztuki. Dalsza część fabuły toczy się wokół relacji obu Pań oraz prób zwalczenia księgarnianej działalności Florence. Jak więc widać, ten ogólny zarys fabuły to nic nowego na kinowym ekranie, aż chciałoby się powiedzieć „ale to już było”. Niestety, akcja toczy się też w kierunku, który doskonale przewidujemy nie przynosząc żadnych niespodziewanych zwrotów, w dodatku całość ma raczej leniwe tempo. Niektórzy więc mogą mieć w trakcie seansu uczucie „deja vu”, a odbioru nie poprawia fakt, że, zwłaszcza na początku, twórcy posługują się narracją zza kadru, która nie jest przecież szczególnie atrakcyjna dla widza.

Niemniej jednak wspomniana powyżej szablonowość sprawia jednocześnie, że najnowsze dzieło Isabel Coixet jest produkcją bezpieczną, w której znajdziemy urzekający klimat i ładne krajobrazy. Główna bohaterka roztacza wokół siebie aurę optymizmu, chęci do działania i raczej nie sposób nie zapałać do niej sympatią, zaś jej księgarnia przyciąga ciepłą atmosferą. Stoi to w opozycji do bardzo surowych, zimnych kadrów z widokami angielskiego, portowego miasteczka, które cechują się niepowtarzalną malowniczością.

Na tle tych krajobrazów rozgrywa się najważniejszy pojedynek, ten między Florence Green i Violet Gamart, jednakże naszą uwagę znacznie bardziej przyciąga relacja Florence z samotnikiem Edmundem Brundishem (Bill Nighy), który gdzieś w trakcie staje się jej sojusznikiem i jedną z nielicznych przyjaznym osób oraz z pomagającą w księgarni dziewczynką – Chistine (Honor Kneafsey). Pan Brundish oraz Christine to najbardziej charyzmatyczne postaci tej produkcji, o co zresztą nietrudno, bo cała reszta bohaterów ginie w tle i nie wyróżnia się niczym szczególnym. Zresztą, grający pana Brundisha Bill Nighy to też najlepsza rola tego filmu, bardzo przyjemnie ogląda się go w tak poważnej, dla odmiany, roli.

Podsumowując, „Księgarnia z marzeniami”, choć jest produkcją owianą dosyć senną, jak przedstawiona w niej angielska prowincja, atmosferą to jest obrazem niezłym. Mimo wtórności jest to film, na który można pójść, by nabrać trochę towarzyszącego tej opowieści optymizmu, pozachwycać się krajobrazami oraz tą dla odmiany poważną rolą Billa Nighy. Nie należny się jednak spodziewać, że produkcja ta zagości w waszej pamięci na długo, tak jak to było ze wspomnianą wcześniej „Czekoladą”.

/autorka tekstu – Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
listydom2
Listy do M 2 – recenzja
epicentrum
Epicentrum – recenzja
jackass3d
Jackass 3D – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*