ksiazepersjiJaki powinien być bohater ratujący świat? Na pewno odważny i waleczny. Nie zaszkodzi, gdyby podobał się kobietom i wyglądał, jakby co dopiero wyszedł z siłowni. Miło by było, gdyby – oprócz walki na miecze – potrafił walczyć także słownie. Taki jest Jake Gyllenhaal, taki jest „Książę Persji”.

   
Pierwsza gra z serii kultowych zręcznościówek „Prince of Persia” pojawiła się na rynku ponad dwadzieścia lat temu. Schemat platformowej zabawy jest prosty: gracz wciela się w tytułowego księcia, który ma za zadanie uwolnić księżniczkę z rąk złego wezyra Jaffara. Księżniczka otrzymuje ultimatum – albo poślubi Jaffara, albo umrze w ciągu godziny. Gracz ma więc jedynie godzinę czasu rzeczywistego na zapobieżenie nieszczęściu. W filmie, który właśnie wszedł na ekrany polskich kin, schemat jest podobny, aczkolwiek bardziej zagmatwany.
 
Komputerowy, bezimienny syn szacha Persji w filmie Mike’a Newella otrzymuje pełną tożsamość. Ma na imię Dastan i na królewski dwór trafił dość niespodziewanie. Na ulicznym targu stanął w obronie słabszego i właśnie ta postawa zachwyciła władcę. Szach postanawia zabrać go na swój dwór i usynowić. Właściwa akcja dzieje się jakieś dwadzieścia lat później. Jeszcze odważniejszy Dastan mknie na czele swojego wojska, by zdobyć święte miasto Alamut. Według wywiadowców jest tam przechowywana broń mająca zagrozić Persji. Jednak skład mieczy i łuków to pikuś w porównaniu z tajemnicą, którą kryje Alamut. Najważniejsze są tu tytułowe „Piaski Czasu”, które odwracają bieg czasu oraz magiczny sztylet, w posiadanie którego wchodzi Dastan.
 
Nasz bohater zostaje oskarżony o zamordowanie własnego ojca i musi uciekać. Towarzyszy mu piękna księżniczka Alamutu, Tamina. Razem przemierzają pustynne tereny, aby rozwiązać kilka kluczowych dla historii zagadek. Przede wszystkim: kto stoi za śmiercią szacha oraz co ma z tym wspólnego tajemnica Piasków czasu i sztyletu? Motywacja Dastana jest prosta – musi udowodnić swoją niewinność i uratować królestwo przed niekontrolowanym przewrotem.
 
Tempo ucieczki przypomina tempo Rajdu Dakar. Para głównym bohaterów ciągle ucieka, wymyka się z zasadzek i nawiązuje niespodziewane sojusze. Mimo to mają czas się w sobie zakochać, a ich permanentne kłótnie podszyte są erotycznym płaszczykiem. Zabawa jest jeszcze ciekawsza, gdy uaktywnia się drugi plan, na czele z przedsiębiorczym szejkiem Amarem (świetna rola Alfreda Moliny).
 
Omawiany obraz nie jest wybitnie głęboki w warstwie scenariuszowej, ale nie tego wymaga się od kina typowo rozrywkowego. Dynamiczny montaż, świetnie dopasowana do niego muzyka, nieźle choreograficznie rozpracowane sceny ucieczek i walk – całokształt robi wrażenie. Nawet jeśli mamy świadomość, że efektowne skoki po dachach, fikołki w powietrzu i cofanie się w czasie to czysta bajka, to ja taką bajkę kupuję.
 
Na koniec dobra wiadomość dla pań – metamorfoza Jake’a Gyllenhaala jest naprawdę imponująca. Zadbał o nią nie tylko sam aktor, którego możemy oglądać także w przejmujących „Braciach”, ale i producent „Księcia Persji: Piasków Czasu”, Jerry Bruckheimer. Twórca sukcesów „Karmazynowego przypływu” i „Armageddonu” – jak niesie plotka – często zaglądał na siłownię i pilnował, aby muskulatura nabywana przez filmowego Dastana nie była przesadzona.

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
zlodziejtozsamosci
Złodziej tożsamości – recenzja
podroznastostop
Podróż na sto stóp – recenzja
She_Monkeys
She Monkeys – recenzja
1 Komentarz
  • marcinb
    25 maja 2010 at 20:49

    heh, prince of persia kojarzy mi się z końcem lat 80. komputerem mojego kolegi (at z kartą herkules), który dostał po komunii. Godziny grania, rysowania mapek…

    a co do piasków czasu, to kilka lat temu powstała gra pod takim samym tytułem i film bardziej nawiązuje do niej, a nie do pierwszej, dwuwymiarowej części

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*