krolzyciaIstnieją filmy tworzone ot tak, ku pokrzepieniu serc, takie, po których widz ma wyjść z kina po prostu w dobrym nastroju. I mimo, że najczęściej produkcje te nie niosą ze sobą głębokich refleksji, ogląda się je przyjemnie, a czas na nie poświęcony wcale nie jest czasem straconym. Czy tak też jest w przypadku komedii „Król życia” Jerzego Zielińskiego?

„Król życia” to opowieść o przeciętnym „korposzczurze” – Edwardzie (Robert Więckiewicz), który jest sfrustrowany pracą jaką wykonuje i zawiedziony życiem prywatnym. Rodziców nie odwiedza, bo nie ma czasu, z żoną najczęściej drze koty, a córce nie poświęca dostatecznie wiele czasu. Ten stan zmienia się jednak, gdy Edward ulega wypadkowi. Od tej pory, jakby za sprawą czarodziejskiej różdżki, nasz bohater zaczyna cieszyć się tym co ma oraz doceniać w życiu najprostsze rzeczy. O dalszej pracy w korporacji nie może być, rzecz jasna, mowy.

Przyznacie sami, że fabuła tej produkcji brzmi dosyć naiwnie i banalnie, i trochę faktycznie taka jest, zwłaszcza, jeśli chodzi o cudowną przemianę głównego bohatera, która następuje natychmiast. Zieliński ani na moment nie zatrzymał się przy tej metamorfozie, a jedynie ją zaakcentował skupiając się przede wszystkim na podejściu Edwarda do życia przed i po wypadku. Niestety po tej magicznej przemianie opowiadana przez twórców obrazu historia trochę straciła na spójności i można odnieść wrażenie, że kolejne kadry to po prostu pojedyncze epizody z „nowego” życia głównego bohatera, a nie jednolita opowieść.



 
Zarzutem w stronę reżysera może być też to, że po samym zwiastunie spokojnie można wyciągnąć wniosek, że w kinie ubawimy się do łez. Nic bardziej mylnego i dlatego część widowni może poczuć się oszukana. Od strony komediowej „Król życia” to produkcja, która wywołuje uśmiech optymizmu, a nie salwę śmiechu. Widać, że Jerzy Zieliński ewidentnie starał się w całej historii wyważyć momenty typowo zabawne i pozytywne oraz te niosące jakąś refleksję nad otaczającą nas rzeczywistością. Bo nie ma co ukrywać, że w trakcie seansu pewnie najdzie nas refleksja nad tym co w życiu ważne i mniej ważne oraz nad tą wieczną pogonią za czymś – najczęściej za karierą i pieniędzmi.

Na ekranie niemałą zaś cegiełkę zarówno do tej poważnej, jak i komediowej części dołożą aktorzy, przede wszystkim Robert Więckiewicz oraz Bartłomiej Topa grający alkoholika, kolegę Edwarda z dawnych lat. Co tu dużo mówić, Więckiewicz jest aktorem z charyzmą oraz energią i to widać na ekranie. Z kolei Bartek Topa już od jakiegoś czasu jest na topie, jeśli chodzi o rodzime produkcje, a tutaj zdecydowanie nie ustępuje kroku Więckiewiczowi.

Koniec końców, „Król życia” Jerzego Zielińskiego może nie jest produkcją, która by królowała w swoim gatunku, ale na pewno jest to kino przyjemne i serdeczne. Można obejrzeć zwłaszcza w szare, jesienne wieczory.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
paryzmanhattan
Paryż-Manhattan – recenzja
sexstory
Sex story – recenzja
dobrecheci
Dobre chęci – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*