Paula Dano mogliście do tej pory znać z ról w filmach „Labirynt”, „Zniewolony. 12 Years Slave” czy „Mała Miss”. Teraz, podobnie jak Bradley Cooper, debiutuje po drugiej stronie kamery jako reżyser w dramacie „Kraina wielkiego nieba” z gwiazdorską obsadą. Czy to udany debiut?

Na pewno pierwsze dzieło reżyserskie Dano to dzieło przyzwoite, choć bardzo kameralne. To dramat oparty przede wszystkim na emocjach i grze aktorskiej głównych postaci. To też film o prostej fabule, którą jakże często podsuwa nam samo życie. Historia w „Krainie wielkiego nieba” to historia małżeństwa, w którym najwidoczniej od dawna nie układa się tak jak powinno, a decyzja głowy rodziny – Jerry’ego (w tej roli Jake Gyllenhaal) o zajęciu się gaszeniem ognia w ogarniętej pożarami Montanie staje się katalizatorem dla wielu problemów i skrywanych emocji poszczególnych członków rodziny. Oczywiście wszystkie nierozwiązane pomiędzy rodzicami (w roli żony Jeanette mamy Carey Mulligan) kwestie dotykają bezpośrednio syna pary – Joe (Ed Oxenbould), którego oczami obserwujemy kolejne wydarzenia.

Jak łatwo się domyślić na ekranie mamy tak naprawdę historię uczucia, które się wypaliło, rozczarowanie życiem i sobą nawzajem, w końcu próby poszukiwania swojej drogi. Nie zobaczycie tu nic odkrywczego, nic, czego już gdzieś nie widzieliście. Można zarzucić tej produkcji również jednostajne, momentami nużące tempo akcji i sporą dozę sztampy. Wtórność fabuły z kolei przywodzi na myśl o wiele bardziej dynamiczną „Drogę do szczęścia”. Ale przecież to nie fabuła jest siłą filmu Paula Dano.
Jego siłą są pokazywane nam uczucia, zazwyczaj subtelnie sugerowane przez Eda Oxenboulda czy Mulligan, a jednak mające mocny przekaz.

To przed wszystkim warsztat tej dwójki oraz znacznie mniej obecnego na ekranie Gyllenhaala sprawiają, że faktycznie czujemy przykładowo zawstydzenie Joe, frustrację Jeanette, czy złość Jake’a. Każda z tych osób świetnie radzi sobie z powierzoną jej rolą, choć trzeba przyznać, że na pierwszy plan wysuwa się charyzma Mulligan i kontrastowa do niej skromność młodego Oxenboulda. To dzięki temu ostatniemu możemy lepiej zrozumieć dramat całej rodziny, bo jako nastoletni syn stoi bezradnie pośrodku rozpadającego się związku rodziców.

Co również trzeba oddać twórcom tej produkcji to stworzenie całkiem fajnego klimatu. Paulowi Dano udało się bardzo dobrze wykreować nieco senną atmosferę amerykańskiej prowincji w początkach lat 60. i przez to też film zyskuje nieco na odbiorze. Niemniej jednak chyba nie na tyle, by zostać w naszych głowach na jakiś dłuższy czas. Mimo, iż „Kraina wielkiego nieba” jest debiutem solidnym to jednocześnie do bólu poprawnym i spokojnym, stąd też wielu widzów może się rozczarować. Osobiście liczyłam na trochę więcej oryginalności ze strony Paula Dano. Być może dostaniemy ją w kolejnych produkcjach tego twórcy.

/autorka recenzji – Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
epoka4
Epoka lodowcowa 4 – recenzja
nine_recenzja_film_20100123_1542628806
Nine – Dziewięć – recenzja
szczesliwypoeta
Szczęśliwy poeta – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*