„Kler” Wojciecha Smarzowskiego to jeden z tych filmów, który obrósł legendą zanim w ogóle na dobre wszedł na ekrany naszych film. I nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że Smarzowski, ze swoją skłonnością do podejmowania tematów trudnych i po prostu do obrazowania patologii w społeczeństwie, tym razem wziął na tapetę temat zepsucia w Kościele katolickim. Już sam wzbudzający kontrowersje zwiastun rozbudził ciekawość wielu kinomanów, a po oprotestowaniu tej produkcji przez niektóre środowiska okazało się, że sale kinowe są przez widzów niemalże szturmowane. Pomijając całą tę otoczkę jaka powstała wokół tej produkcji i przetaczającą się dyskusję trzeba powiedzieć, że od strony artystycznej „Kler” to film mocny, ale na pewno nie kontrowersyjny.

Jeśli spodziewacie się po tej produkcji jakichś nowych, nieznanych dotąd historii z Kościołem w roli głównej to tu tego nie dostaniecie. Owszem, tematyka produkcji jest ciężka, a przedstawione w niej czyny oburzają, ale jednocześnie nie są to tematy, o których jako społeczeństwo byśmy nie wiedzieli. Od kilku lat dyskutujemy przecież nad pijaństwem czy pedofilią wśród księży katolickich i to te kwestie porusza Smarzowski.

W jego filmie poznajemy środowisko duchownych, czy też raczej jego zepsutą stronę, przez pryzmat księży: Andrzeja Kukuły (Arkadiusz Jakubik), Tadeusza Trybusa (Robert Więckiewicz), Leszka Lisowskiego (Jacek Braciak) oraz Arcybiskupa Mordowicza (Janusz Gajos). Wszyscy uosabiają jakieś grzechy i za wszystkimi ciągną się jakieś problemy. Mamy wspomniane pijaństwo, mamy pedofilię i wykorzystywanie dzieci, mamy romans z gosposią, pychę i niepotrzebny przepych w instytucji, która z natury miała być skromna. W skrócie: twórcy postanowili w swoim obrazie pokazać wszystko to, co nas bulwersuje i świadczy o upadku moralnym księży. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że twórca „Kleru” jest tendencyjny i to widać na ekranie. Jeśli jednak spojrzeć na poprzednie dzieła Smarzowskiego to taki właśnie ma on styl, niezależnie od tego jaką zbiorowość przedstawia. W tym przypadku demoralizację kilku wspomnianych duchownych rozciąga na całe środowisko i warto mieć to na uwadze.

Jak na tego reżysera przystało, fabuła filmu przedstawiona jest bardzo obrazowo. Twórca bez zbędnych ugładzeń, za to naturalistycznie, a momentami zbyt jaskrawo przedstawia nam ciemną stronę ludzkiej natury. Klimat filmu jest gęsty, kadry ciemne i niejednokrotnie zwyczajnie przytłaczające, zwłaszcza w wątku dotyczącym pedofilii. Obraz nie jest więc łatwy w odbiorze, mimo iż, zwiastun trochę sugeruje, że możemy spodziewać się pewnej dawki humoru. Owszem, humor jest (jak na podjętą tematykę to momentami nawet go za wiele), ale niezwykle czarny i właściwie nawet jeśli w którymś momencie się uśmiechniecie to będziecie mieli świadomość, że to bardzo gorzki uśmiech. Sama realizacja „Kleru” jest miejscami chaotyczna, reżyser szybko przeskakuje od jednej postaci do drugiej, nie kończąc od razu rozpoczętych wątków, co trochę dezorientuje, a film traci na spójności. W ogólnym rozrachunku od strony realizatorskiej jest po prostu solidnie.

Podobnie jest od strony aktorskiej – znana z wcześniejszej współpracy z reżyserem obsada spisała się nad wyraz. Zwłaszcza Arkadiusz Jakubik oraz Jacek Braciak pokazali świetny warsztat, ale też to ta dwójka dostała najlepiej rozpisane postaci w całym filmie. Zarówno bohaterowie grani przez wspomnianych panów, jak i inni wcale nie są tak zerojedynkowi, jak wydaje się na początku. Jeśli chodzi o rozczarowania to mnie zawiódł trochę Robert Więckiewicz, być może dlatego, że jego rola jest w pewnym sensie wtórna – zwyczajnie tego pana w roli człowieka o podobnym charakterze widzieliśmy już nie raz. Na pewno natomiast każdy z aktorów dokłada jakąś cegiełkę do tej emocjonalnej strony „Kleru” doskonale pokazując obłudę jednostek tworzących Kościół.

Podsumowując, ciężko powiedzieć, że „Kler” Wojciecha Smarzowskiego może się komuś podobać, bo to nie tego typu produkcja. Nie jest to też obraz wybitny, nie każdy polubi tak przytłaczające kino, jak i nie każdy generalnie przepada za produkcjami wspomnianego reżysera. Ale na pewno to film, który porusza ważny i aktualny temat, a przy tym, jak widać, prowokuje do dyskusji. I może choćby dlatego warto zobaczyć i ocenić go samemu.

/autorka tekstu – Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
kwartet
Kwartet – recenzja
streetdance2
StreetDance 2 3D – recenzja
bitwapodwiedniem
Bitwa pod Wiedniem – recenzja
1 Komentarz
  • Halina Gruszecka
    11 października 2018 at 05:10

    More teraz Smarzewwski pomysli o wyprodukowaniu filmu o tematyce zepsucia i zaklamania w swiecie Platformy Obywatelskiej.

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*