„Kłamstewko” w reżyserii Lulu Wang to amerykańsko-chińska produkcja w lekki sposób podejmująca trudny temat, której udało się zebrać bardzo pozytywne recenzje nie tylko od krytyków, ale i co ważne, od widzów. Idąc więc na seans tego filmu miałam co do niego spore oczekiwania. Tymczasem okazało się, że choć produkcja faktycznie jest niezwykle ciekawa to jednak chociażby na tle tegorocznych filmów oscarowych wypada stosunkowo blado.

Fabuła „Kłamstewka” została oparta na historii, w której rodzina Billie (Awkwafina) zjeżdża się do rodzinnych Chin, by pożegnać się z chorą na raka babcią dziewczyny – Nai Nai (Shuzhen Zhou). Problem polega na tym, że rodzina postanowiła zataić przed Nai Nai prawdę o chorobie, a Billie nie zgadza się z ich decyzją uważając, że babcia ma prawo wiedzieć o poważnym stanie swojego zdrowia. Przyznacie więc, że kanwa, na której snuje swoją opowieść Wang jest nietypowa i już na wstępie zmusza widza do własnych refleksji o postępowania w takiej sytuacji, a to dopiero początek. Bo w miarę rozwoju wydarzeń zaliczamy też podróż przez kulturowe smaczki Chin, poznajemy z bliska rodzinę Billie, a twórcy przemycają nam w jakimś stopniu porównanie cywilizacji Wschodu i Zachodu, bo główna bohaterka – Billie to już obywatelka Stanów Zjednoczonych, której ciężko zrozumieć perspektywę mieszkającej w Azji rodziny.

To pojawiające się od czasu do czasu zestawianie dwóch różnych cywilizacji to jeden z naprawdę dobrych elementów całej produkcji. Uważny widz szybko bowiem zauważy, że u Wang w codziennych, ludzkich relacjach jedna i druga strona nie różni się od siebie tak bardzo. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i jak próbuje pokazać reżyser, wychowanie na Wschodzie, czy Zachodzie nie zmienia pewnych schematów i naszego myślenia – lubimy pokazać przed sąsiadami, że nie jesteśmy biedni organizując nad wyraz wystawne wesela, czy przejmujemy się tym, co ludzie powiedzą na ślub po trzymiesięcznej znajomości. Pod takimi względami okazuje się, że „Kłamstewko” bywa też opowieścią zaskakująco uniwersalną, taką z której pewne elementy z powodzeniem można by przenieść na lokalny grunt. I między innymi dlatego film tak dobrze odbierany jest przez widzów. Nie jest to jednak jedyny plus tego kina.

Twórcom mimo podjęcia trudnego tematu udało się go podać w sposób naprawdę lekki. Nie jest to ciężki w odbiorze dramat, bo lekkości nadaje mu pojawiający się od czasu do czasu humor, którego aż tyle się nie spodziewałam. Tymczasem wszelkie sceny z Nai Nai niosą za sobą chociażby uśmiech, zwłaszcza, że Wang i scenarzyści bardzo naturalnie zbudowali relację między właśnie babcią a Billie. Jeśli chodzi o tę ostatnią to odtwórczyni jej roli – Awkwafina, obstawiana była jako jedna z aktorek nominowanych do tegorocznych Oscarów. Jak się okazało, jury tych amerykańskich nagród nie podzielało tego zdania.

Zresztą dla niektórych, całe „Kłamstewko” to jedna z większych przegranych tegorocznych Oscarów. Szczerze mówiąc nie podzielam tego zdania. Bo choć to naprawdę dobrze zrealizowane, refleksyjne kino to nie wyróżnia się ono niczym szczególnym. Historia, chociaż niesie szereg przemyśleń to bywa też przegadana, a emocje targające bohaterami nie do końca są w stanie nam się udzielić. Mimo dobrej gry Awkwafiny nie mogłam do końca utożsamić się z jej przeżyciami. Nie wydaje mi się również, by była to produkcja, do której można wracać po kilka razy, to raczej jednorazowy wybór. Solidny, kameralny obraz, który niestety nie zostanie w głowie na długo, a do tego w tym roku miał w filmowym światku mocną konkurencję. Polecam jako po prostu bardzo dobre kino, jeśli jesteście ciekawi tej nietuzinkowej historii.

/autorka recenzji Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
dzwoneczekiuczynnewrozki
Dzwoneczek i uczynne wróżki – recenzja
cyrkcolombia
Cyrk Columbia – recenzja
mi4
Mission Impossible: Ghost Protocol – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*