imigranci

Tegoroczną, szóstą już edycję Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja otworzyły dwa obrazy: Intruz i Imigranci. Drugi z wymienionych, w maju br. zdobył główną nagrodę na festiwalu w Cannes.

Na Sri Lance trwa wojna domowa. Dheepanowi (Jesuthasan Antonythasan) żołnierzowi jednej ze stron zabrała ona żonę i dzieci. Mężczyzna postanawia ratować własne życie – tworzy fikcyjną rodzinę i ucieka do Europy. Wraz z 26-letnią Yalini (Kalieaswari Srinivasan) i 9-letnią Illayaal (Claudine Vinasithamby trafia do Francji, gdzie w jednym z opuszczonych blokowisk zatrudnia się jako dozorca. Jeszcze nie wie, że trafił w sam środek wojny miejscowych gangów. Nowy dom nie okazuje się być bezpiecznym azylem, demony przeszłości powracają.

Najnowszy film francuskiego reżysera, Jacquesa Audiarda porusza bardzo aktualny temat – media przecież niemal non-stop zalewają swoje serwisy wiadomościami o nadciągającej nad Stary Kontynent fali uchodźców. Na tle innych dzieł tego typu, laureat Złotej Palmy wypada przeciętnie. Zetknięcie się ze standardami europejskimi – wodą pitną w kranie, czy własnym łóżkiem ze świeżą pościelą pojawiały się w kinie niejednokrotnie. Twórca Proroka czy Rdzy i kości nie byłby jednak sobą, gdyby do swojego „garnka” nie wrzucił kolejnych mniej lub bardziej zaskakujących produktów. Jednym z nich jest alienacja imigrantów. Za przykład zobrazowania tego problemu może posłużyć scena, w której główny bohater handluje na ulicy kiczowatymi świecidełkami za dwa euro. Żadna z napotkanych osób nie chce nabyć oferowanej przezeń tandety, na domiar złego część pierdółek traci on podczas ucieczki przed policją. Reżyser jasno daje do zrozumienia, że los dla Dheepana łaskawy nie był, nie jest i nie będzie – ten wciąż musi drżeć o swój byt. Na Sri Lance stracił wszystko, był rebeliantem, jednym z Tamilskich Tygrysów walczących o wolność. W skutek niebezpieczeństwa ciążącego nad nim zdecydował się na ewakuację, ale i na tym (teoretycznie) idyllicznym Zachodzie również spokojnie nie może żyć – jest obcy, nie zna języka, nie potrafi się dostosować do panujących reguł. Te ustalają przede wszystkim blokowi bandyci. Niby akceptują oni nowo przybyłą rodzinę, szanują ją, oferują swą pomoc. Wystarczy jednak drobny akt niesubordynacji i pozorna przyjaźń przeradza się w groźby i próby unicestwienia przeciwnika. Jacques Audiard jak nikt inny potrafi budować napięcie w taki sposób, by w dosłownie jednej sekundzie uderzyć w widza tak, że ten momentalnie zostanie zamroczony. Po takim ciosie trudno się podnieść.

Jednak nie tylko kunszt reżyserski Francuza sprawia, że laureat Złotej Palmy z dramatu o zacięciu społecznym, w mgnieniu oka przeradza się w krwawą baśń o wyzwoleniu i poszukiwaniu własnej tożsamości. Zasługa w tym również Jesuthasana Antonythasana wcielającego się w główną rolę. Pod maską smutnego i spokojnego dozorcy cały czas kryje się buntownik, który jest jak bomba z opóźnionym zapłonem – czeka na sygnał, by rozegrać swoją prywatną bitwę. O jego wojowniczej duszy świadczy także scena otwierająca film, w której wespół z innymi rebeliantami grzebie on swoich towarzyszy broni. Później kilkakrotnie za pomocą sennych omamów twórca porównuje swojego bohatera do słonia czającego się w dżungli. Zmienione miejsce zamieszkania nie wyzwoliło mężczyzny od strachu. Wspomina o tym również jego fikcyjna małżonka, która do jednego z gangsterów mówi: „to wojna sprawiła, iż mąż jest niespokojny”. Niepokój Dheepana ma wiele twarzy, pozory nie dają mu szczęścia – odarty z własnych personaliów (posługuje się przybranym imieniem) chciałby oddychać pełną piersią, kochać i być kochanym. Patrząc na niego przypomniał mi się śmiałek grany przez Roberta De Niro w filmie Taksówkarz. Travis Bickle również był ofiarą traumatycznych, wojennych przeżyć, które nie dawały mu spokoju. Desperat z arcydzieła Martina Scorsese także próbował uciec od przeszłości, budując ją w lepszym (mogłoby się wydawać) świecie. Analogiczna sytuacja, nie tylko pod względem fabularnym.

Najnowszy obraz Jacquesa Audiarda po raz kolejny pokazuje, że przemoc rodzi przemoc. Francuz ponownie w brutalny sposób obrazuje rzeczywistość, przez co zdaje się mówić do widzów: życie to walka. Toczy się ona nie tylko z przeciwnikami, ale i samym sobą – demony nie śpią.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
ladym
Lady M. – recenzja
wrota_do_piekiel
Wrota do piekieł – recenzja
wyspazaginionych
Wyspa zaginionych – recenzja
4 komentarze
  • Petra
    21 października 2015 at 13:42

    Zachęcająca recenzja, czasami Ci ludzie trafiają z deszczu pod rynnę przyjeżdżając do Europy. Osiedla, getta z wojnami gangów są niekiedy gorszym miejscem do życia niż kraj z którego uciekają.

  • AniaK
    21 października 2015 at 11:38

    Film o ważnym problemie imigracji, uchodźców, do tego łączący w sobie kilka gatunków jak patchwork. Zaciekawia.

  • Kamila
    20 października 2015 at 09:49

    takie kino to ja lubię, mocne, nie bojące się podejmowania kontrowersyjnej tematyki. No i jeszcze Złota Palma, nie widzę minusów 🙂

  • Alina
    20 października 2015 at 08:23

    Zapowiada się bardzo ciekawie. Lubie takie filmy, które poruszają aktualną tematykę. Na pewno obejrzę 🙂

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*