Nie jest łatwo zrobić film biograficzny, tym bardziej o swoim życiu osobistym, i podzielić się z ludźmi własną tragedią. A jednak zdecydował się na to Janusz Kondratiuk, młodszy z braci Kondratiuków, znany z filmu „Dziewczyny do wzięcia”. Na ekrany naszych kin wszedł właśnie obraz „Jak pies z kotem” – opowieść Janusza o ostatnich tygodniach życia jego brata, również świetnego reżysera, Andrzeja Kondratiuka.

Choć tytuł tej produkcji sugeruje, że bracia Kondratiuk nie darzyli się zbytnią sympatią, a ich stosunki upstrzone były naprzemiennymi kłótniami i milczeniem to wiemy to głównie z doniesień medialnych i tego, co bracia sami mówili o swoich relacjach. W filmie nie widać tego aż tak bardzo. Fabuła tej historii startuje w momencie, gdy Andrzej (w tej roli Olgierd Łukaszewicz) doznaje wylewu krwi do mózgu i zostaje sparaliżowany, a choroba uszkadza również część mózgu, wskutek czego zmianie ulega zachowanie mężczyzny. Pomimo wielu nieporozumień między braćmi, w obliczu tak trudnych wydarzeń oraz tego, że ukochana Andrzeja – Iga Cembrzyńska (Aleksandra Konieczna) sama nie potrafi stąpać mocno po ziemi, młodszy z braci podejmuje się opieki nad tym schorowanym.

Dalej reżyser bardzo naturalistycznie i szczerze pokazuje nam wszelkie trudności związane z opieką nad chorym członkiem rodziny, łącznie z kwestiami tak prostymi, a zarazem ciężkimi dla chorego jak karmienie, czy zmiana pieluch, niejednokrotnie wiążącymi się dla obu stron ze wstydem. W przypadku naszych bohaterów tego wszystkiego nie ułatwiały wzajemne stosunki braci, choć o dziwno filmowa postać Andrzej dosyć szybko akceptuje fakt, iż mieszka w domu Janusza i opiekuj się nim bratowa Beata (Bożena Stachura). Podobnie szybko okazuje się, że wspólna codzienność całej rodziny to nie same przykre i trudne momenty. Reżyser „Jak pies z kotem” dobrze wyważył swoje dzieło i rozpisał dialogi tak, że wiele kadrów przynosi widzowi śmiech. Z każdej sceny, w której chory cieszy się z wypitego kieliszka dobrego alkoholu czy zjedzenia owoców morza bije ciepło wywołujące uśmiech również u odbiorcy.

Cała produkcja Janusza Kondratiuka jest zresztą filmem bardzo kameralnym, przestrzeń ograniczona jest w zasadzie do domu Janusza i stanowi pewne rozliczenie reżysera z przeszłością. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że twórca nakręcił ten obraz z własnej potrzeby i liczy się tu głównie ta warstwa emocjonalna, bo fabuła i sama realizacja nie przekonuje. Patrząc na wykonanie i układ historii, „Jak pies z kotem” składa się raczej z luźno powiązanych scen niż ciągłej i spójnej narracji. Kilka wątków z tła, choć wydają się interesujące i mogłyby dodać produkcji jeszcze więcej kolorytu, giną gdzieś po drodze, podobnie jak niektóre drugo- i trzecioplanowe postaci (jak chociażby dzieci Janusza), które pojawiają się na ekranie, ale nic nie wnoszą do obrazu.

Najmocniejszą stroną tej produkcji jest na pewno obsada. Oczywiście na pierwszy plan, w pełni zasłużenie, wysuwa się Olgierd Łukaszewicz, świetnie oddający cierpienie, ale i humor Andrzeja Kondratiuka, oraz Aleksandra Konieczna jako Iga Cembrzyńska. Ta druga przerysowuje nieco postać Cembrzyńskiej, ale robi to z niezwykłym wdziękiem powodując, że każda scena z nią przykuwa naszą uwagę. O dziwo, grający samego reżysera Robert Więckiewicz jest bardzo stonowany i wyważony w swej grze. To właśnie dzięki tej obsadzie w trakcie seansu odczuwamy całą gamę uczuć, od wspomnianego śmiechu do wzruszenia.

Produkcja „Jak pies z kotem” ma więc równo rozłożone akcenty i jest zrobiona z niemałym wyczuciem. To na pewno bardzo osobisty dramat, którego największą siłą jest jego autentyczna historia oraz warsztat aktorski głównych postaci. Pod innymi względami, film Janusza Kondratiuka jest obrazem po prostu poprawnym.

/autorka tekstu – Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
tamaraimezczyzni
Tamara i mężczyźni – recenzja
slowonam
Słowo na M – recenzja
niania_i_wielkie_bum
Niania i wielkie bum – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*