Zazwyczaj produkcje oparte na historii kobiety poszukującej miłości nie są dobrze odbierane, ponieważ bardzo często okazuje się, że ociekają banałem lub są zbyt ckliwe. Taką też historię pokazuje nam Claire Denis w filmie „Isabelle i mężczyźni”. I choć tym razem produkcja ta ucieka pewnym filmowym schematom to jednak nie da się ukryć, że miejscami ociera się o sztampę i po prostu nudzi. Nie pomaga nawet solidny warsztat Juliette Binoche.

Binoche w „Isabelle i mężczyźni” gra tytułową Isabelle – dojrzałą artystkę, malarkę, która obraca się w tzw. wyższych sferach i uporczywie szuka prawdziwej miłości. Oczywiście nie jest to takie proste – bohaterka po drodze ulega po prostu różnym mężczyznom, głównie żonatym, łudząc się, że seks i romantyczne momenty to już namiastka związku. Krótkotrwałe spotykanie się z co i rusz innym mężczyzną nie przeszkadza jej w jednoczesnym użalaniu się nad sobą i swoim życiem. A przekrój facetów, z którymi się widuje jest duży: od zadufanego w sobie bankiera, poprzez mającego problem z alkoholem aktora i byłego męża, aż do poznanego w klubie nieznajomego. I w zasadzie na pokazaniu relacji z poszczególnymi mężczyznami opiera się cała fabuła tej produkcji.

Przez półtorej godziny seansu oglądamy zmieniających się kochanków głównej bohaterki i kadry wypełnione miałkimi rozmowami, tak naprawdę o niczym. Nie ma tu wyraźnej narracji, żadnej linii po której mogłaby rozwijać się fabuła, brak też ciągu przyczynowo – skutkowego. Niestety to bardzo irytuje i powoduje, że w ogóle nie wciągamy się w seans. Momentami jest wręcz nudno, zwłaszcza kiedy kolejny raz słuchamy wymiany zdań między Isabelle i mężczyzną, z którym aktualnie się spotyka, i z której nic z nie wynika. Na pewno jako koncepcja produkcji jest to na swój sposób oryginalne i bardzo luźne, ciężko natomiast trafić z tym do widza. Ja tego rodzaju koncepcji nie kupuję.

Kupuję za to grającą główną rolę Juliett Binoche, która stanowi chyba najjaśniejszy punkt tego filmu. Stworzyła bowiem postać, która poprzez swoje nastroje, irracjonalne zachowania i niezdecydowanie mocno nas irytuje. Aż chciałoby się potrząsnąć Isabelle, by coś zmieniła w swoim podejściu. I to wszystko zasługa warsztatu Binoche, która nawet drobnymi gestami potrafi doskonale pokazać wahania swojej postaci i pozwolić nam uwierzyć w taki, a nie inny charakter kobiety.

Niestety sama Juliette Binoche, soundtrack i kilka naprawdę fajnych ujęć nie wystarczy, by tę historię oglądało się z uwagą. „Isabelle i mężczyźni” to nie film o poszukiwaniu miłości przez dojrzałą kobietę, jak jest reklamowany, to raczej film o naiwności i desperacji głównej bohaterki, która mimo dojrzałego wieku nie potrafi uporządkować swojego życia uczuciowego. To również produkcja, w której nie ma nic zaskakującego, ani intrygującego i która pewnie niewielu widzom się spodoba. Mnie akurat nie przypadła do gustu.

/autor recenzji Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
nimfomanka
Nimfomanka cz. 1 i 2 – recenzja
lobster
Lobster – recenzja
witajciewklubie
Witaj w klubie – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*