Reżysera Macieja Pieprzycę oraz aktora Dawida Ogrodnika znacie pewnie bardzo dobrze ze świetnej produkcji z 2013 r. „Chce się żyć”. Ostatnio duet ten znów połączył swoje siły i na warsztat wziął historię wybitnego, niewidomego pianisty Mieczysława Kosza. Postać ta, choć uchodzi za legendę polskiego jazzu wśród muzyków i audiofilów, to jak dotąd nie była znana szerszej publiczności. Czy opowiadająca o życiu i karierze tego muzyka produkcja „Ikar. Legenda Mietka Kosza” wystarczy, żebyśmy faktycznie dowiedzieli się na czym polegał jego fenomen?

Na pewno obraz ten jest wystarczający, by w ogóle usłyszeć o Mieczysławie Koszu i muzyce, którą kochał i tworzył. I…niestety to chyba tyle. Bo choć film „Ikar…” jest filmem biograficznym to niewiele w nim tak naprawdę treści. Owszem, twórcy przemykają po głównych wydarzeniach z życia pierwszoplanowego bohatera, żeby nie powiedzieć, że odhaczają kolejne, standardowe punkty, które pojawiają się w tego typu produkcjach, ale tych najbardziej interesujących niestety nie pogłębiają. Możemy więc gdzieś w retrospekcjach poznać ciężkie dzieciństwo muzyka, w kilku kadrach zobaczyć drogę na szczyt i równie szybkie z niego zejście, a gdzieś po drodze popatrzeć na życie prywatne Mietka.

Wszystko to jednak odbywa się zbyt powierzchownie, a my poza kilkoma faktami, nie dowiadujemy się niestety wiele o wnętrzu muzyka. Nie wiemy co go inspirowało i jak tworzyło mu się w czasach PRLu, co sprawiło, że tak bardzo pokochał jazz albo czy rozwijanie talentu do fortepianu to tylko wynik niepełnosprawności, czy może kryło się za tym coś więcej. Wreszcie, ani reżyser, ani scenariusz w żaden sposób nie pokazują nam co w muzyce tworzonej przez Kosza sprawiało, że został okrzyknięty legendą, co wyróżniało go jako muzyka jazzowego na tle innych i czym charakteryzował się jego styl. Jedyne, co nieustannie przewija się na ekranie to to, że wszyscy zachwycają się jego grą i jak mantrę powtarzają, że był genialny. Szkoda, że laikom, którzy są pewnie głównymi odbiorcami tej produkcji nie zostało to lepiej przybliżone.

Pomijając jednak to, twórcy pokazują nam prywatne życie pianisty gdzieś pomiędzy ujęciami jednego czy drugiego występu muzyka, a takich w filmie jest wiele. Ale to dobrze, bo koncerty głównego bohatera, w tym towarzysząca nam wtedy muzyka, to najjaśniejsze punkty całej produkcji. Trzeba przyznać, że genialnie skomponowana przez Leszka Możdżera oprawa muzyczna robi wrażenie i słucha się jej z przyjemnością. Dodając do tego pojawiąjącą się w tych scenach charyzmę Dawida Ogrodnika otrzymujemy faktycznie świetnie brzmiące i wyglądające kadry, których ilość sprawia, że „Ikar. Legenda Mietka Kosza” to film niemalże muzyczny. Tym bardziej moje chapeau bas, że Ogrodnik podjął się samodzielnej gry na pianinie, a przy nagrywaniu kadrów z występami Mietka twórcy nie korzystali z żadnego dublera.

Zresztą, cała kreacja Dawida Ogrodnika zasługuje na uwagę. Może nie jest to jego najlepsza rola (bo trochę i z tych podobnych do wcześniejszych), ale na pewno została odegrana wiarygodnie i widać, że aktor starannie się do niej przygotował. Podobnie jak świetnie zostały przygotowane kostiumy i charakteryzacja, które dobrze uzupełniły postać stworzoną przez Ogrodnika. Niestety, poza głównym bohaterem żadna inna postać z produkcji nie rzuca nam się w oczy i nie zostaje w głowie na dłużej, bo jest gdzieś na dalszym planie lub pojawia się dosłownie na chwilę.
Podobnie jak jedynie na chwilę w naszej głowie zostanie seans „Ikar. Legenda Mietka Kosza”. Niestety, choć film zapowiadał się świetnie, to poza towarzyszącą mu, wybitną muzyką i bardzo udaną rolą Dawida Ogrodnika, najnowsze dzieło Macieja Pieprzycy rozczarowuje. Oczywiście, to nadal niezła, stosunkowo sprawnie zrealizowana produkcja, ale obawiam się, że dla szerokiej publiczności to jeden z tych filmów, do których się nie wraca. Mnie pozostawił z pewnym niedosytem i poczuciem, że z całej historii można było wycisnąć coś więcej niż tylko schematy.

/autorka recenzji Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
jestemnr4
Jestem numerem cztery – recenzja
poznamprzystojnego
Poznasz przystojnego bruneta – recenzja
zupelnieinnyweekend
Zupełnie inny weekend – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*