herculesGwiazda wrestlingu Dwayne “The Rock” Johnson wciela się w rolę mitycznego Herkulesa. I jak we wrestlingu dużą część akcji jest markowana, tak w filmowej opowieści heros okazuje się zwyczajnym człowiekiem, o którym krąży zbyt wybujała legenda.

Fakt, jest potężny i silny, także dość sprytny. Jednak nic więcej. Pomaga mu “wesoła gromadka” – poeta i wróżbita Amfiaraos, waleczny Autolykos, amazonka Atlanta, dziki Tydeus oraz bajarz Jolaos.

Filmowa opowieść związana jest z Kotysem (John Hurt), który chce zjednoczyć Trację. Najmenik, jakim jest Herkules z przyjemnością wykonana to zadanie (dostanie mnóstwo złota). Pytanie tylko, czy wszystko będzie tak proste, jak się wydaje? To co najważniejsze, to stwierdzenia “legenda przerasta rzeczywistość” i “słowa mogą więcej niż miecz”. Truizm, jednak dość dobrze plecione w akcję, która zbytnio się nie nudzi.

Herkules Bretta Ratnera nie ma ambicji być kinem ambitnym, to niespełna 100 minutowa rozrywka z wieloma scenami walk. Nie należy nastawiać się na “coś więcej”, mamy tu i sceny humorystyczne (szczególnie w wykonaniu Jolaosa), mamy sporo ciekawych efektów wizualnych. Herkules to czyta rozrywka, na niezbyt wysokim poziomie, aczkolwiek bez wygórowanych ambicji – typowe wakacyjne kino, na które można udać się w czasie wolnym.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Listy do Julii – recenzja
sniadaniezescotem
Śniadanie ze Scotem – recenzja
xhmen
X-Men: Apocalypse – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*