helloNigdy nie wiadomo, kto siedzi po drugiej stronie. I niekoniecznie mam na myśli pękatego czterdziestolatka śliniącego się do monitora. Alexandru Maftei w swym filmie udowadnia, że zdanie to należałoby rozpatrywać na przeróżnych płaszczyznach.

Małżeństwo z wieloletnim stażem przeżywa swego rodzaju kryzys. Zjawisko powszechne – nuda i marazm przeżuwa ich wolno i beznamiętnie. Toteż, gdy pojawia się zupełnie nieoczekiwana możliwość uchylenia okna na parę milimetrów korzystają z niej zachłannie. Aż do zachłyśnięcia (zbyt) świeżym powietrzem. Czat internetowy jawi im się tajemniczo tak jak i cała maszyneria komputerowa, z którą stykają się po raz pierwszy. Przeżywają swoje pierwsze inicjacje na łączach internetowych, znów mają szanse być niedoświadczeni, wolni, stremowani i dygoczący jak dzieciaki na pierwszych randkach. Kryją się ze swym nowym zajęciem, we własnych czterech ścianach wciąż próbując udawać normalną, szczęśliwą rodzinę. Ich prawdziwe relacje są jednak bezkształtne i bezbarwne, konsystencji serka homogenizowanego, który rozlał się w torbie po całym dniu noszenia. Uciekają więc w ułudę, w słodką nierzeczywistość. Jednak, co stanie się, gdy postanowią połączyć dwie płaszczyzny i zobaczyć naprzeciw siebie osoby, z którymi potajemnie czatowali? Czy zdziwienie nie uderzy ich w twarz, gdy dotrą w umówione miejsca spotkania?

Hello! How are you? klasyfikowane jest jako komedia romantyczna. Osobiście zawsze znajduję problemy przy tych rozróżnieniach gatunkowych. Choćby w tym wypadku termin komedia romantyczna, przez natłok miernych produkcji kojarzy się powszechnie z półproduktem bez treści i przesłania. Ten hiszpańsko-włosko-rumuński obraz dociera jednak do pierwotnych znaczeń tejże formy. Jest zabawny, ale w sposób lekki i smaczny. (Wyróżnia się tutaj swobodnie prowadzony wątek syna, który nieoczekiwanie pięknie zakwita na samych końcu.) Jest i miłość. W pewien sposób urocza, ale i nie na siłę słodzona. Jest i niebanalne zakończenie.

Film ten w ciekawy sposób przygląda się relacjom międzyludzkim. Sprawdza wytrzymałość związków i więzów rodzinnych. Stawia też ważne pytanie: zakochujemy się naprawdę czy jedynie oddajemy i przywiązujemy do naszych sztucznie wytworzonych i złudnych projekcji drugiej osoby?

Gdzie jesteś? jest swego rodzaju mantrą powtarzającą się w filmie. A Ty, gdzie jesteś? I dlaczego jeszcze nie w kinie?

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
harry71
Harry Potter i Insygnia Śmierci 1 – recenzja
salvoocalony
Salvo. Ocalony – recenzja
47roninow
47 Roninów – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*