hanna

Film straconej szansy. Autorzy poszli w jakieś dziwny eksperyment, a mógł być z tego całkiem niezły thriller.

Hanna (wątła, blondwłosa Saoirse Ronan) jest bezwzględną zabójczynią Od małego zabijać i przetrwać w trudnych warunkach uczył ją jej ojciec Erik(Eric Bana), były tajny agent. Teraz Hanna jest gotowa zabić swojego największego wroga, morderczynie swojej matki Marissę (Cate Blanchett). W tym celu daje się złapać gdzieś w okolicach bieguna, a potem przewieść do Maroka. Stamtąd będzie musiała przedostać się do Niemiec, pomoże jej w tym pewna rodzina na wakacjach.

Hanna już po kilku minutach wzbudza zdziwienie – po co kamera „zamienia się” w oczy biegnącego jelenia? Potem jest coraz dziwniej. Hanna to kobiecy Robocop, Rambo, Superman i Jocker w jednym. Bezwzględna nastoletnia morderczyni, która jest w stanie wybić całą amerykańską armię. I mimo tego, że pod koniec filmu wyjaśnia się, skąd ta siła – mnie to nie przekonuje.

Film Joe Wrighta (autor Solisty i Pokuty) jest dziwnie manieryzowany. Próbuje być czymś na kształt artystycznego thrillera. Sceny akcji przeplatane są ambitnymi ujęciami, bliskimi kadrami. Ba, jedna z ostatnich scen toczy się w… paszczy złego wilka z bajki o Czerwonym Kapturku. Niestety te udziwnienia nie pomagają, a wręcz szkodzą.

Bez tego Hanna byłaby niezłym thrillerem o pięknej bestii, tak niestety trzeba niektóre sceny wymazać całkowicie z pamięci. Szkoda, bo to psuje całość całkiem niezłej opowieści.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
47roninow
47 Roninów – recenzja
czasproby
Czas próby – recenzja
chicoirita
Chico i Rita – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*