„Fuga” – thriller psychologiczny w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej (znanej z „Córek Dancingu”) i na podstawie scenariusza Gabrieli Muskały został w tym roku nagrodzony kilkoma Złotymi Lwami i zbiera w większości pozytywne opinie krytyków. Produkcja doceniana jest za zdjęcia, atmosferę, sam temat oraz grę aktorską. I o ile zdjęcia i ich klimat czy warsztat obsady zasługuje na uznanie, o tyle scenariusz nie jest pozbawiony wad.

Tytułowa fuga to fuga dysocjacyjna, czyli zaburzenie psychiczne, którego przyczyną jest najczęściej stres bądź traumatyczne wydarzenia, a objawem amnezja. Osoba dotknięta fugą nie pamięta kim była, nie zna w ogóle swojej przeszłości, a mózg dotknięty traumą odpiera wszelkie wspomnienia. I na taką fugę cierpi główna bohaterka produkcji – Alicja (Gabriela Muskała), która kiedyś nosiła imię Kinga, była nauczycielką, żoną Krzysztofa (Łukasz Simlat) i matką Daniela (Iwo Rajski). Była, do momentu aż wydarzyło się coś, co spowodowało u niej zanik pamięci. My zaś poznajemy ją w momencie, gdy po napaści na funkcjonariusza policji trafia do szpitala psychiatrycznego, a telewizja zajmuje się szukaniem jej krewnych i ustaleniem tożsamości, co kończy się powodzeniem. I choć wydawać by się mogło, że to w zasadzie koniec historii, u Smoczyńskiej i Muskały to dopiero początek dociekania prawdy i tego co się wydarzyło.

Bo główna bohaterka nie pamięta swojego poprzedniego życia, a jej rodzina wcale nie pomaga jej w odzyskaniu pamięci. Oschłe relacje z mężem sugerują, że między tą dwójką ludzi było coś nie tak, ale nie wiemy co, bo Krzysztof niewiele wyjaśnia. Ba. Nie wiemy nawet jak to się stało, że Alicja zaginęła. Wszystko to odkrywane jest nam w miarę trwania seansu, karta po karcie. I o ile napięcie związane ze stopniowym rozwiązywaniem zagadki z początku wzbudza w nas niemałą ciekawość, o tyle dalsze rozwinięcie historii odsłania sporo luk i jednocześnie powoduje, że ta atmosfera mocnego thrilleru zwyczajnie gaśnie. Niektóre kadry zamiast wyjaśniać tworzą jeszcze więcej znaków zapytania i logicznych dziur, niektóre aspekty tej historii po prostu do końca filmu się nie kleją i jest to spory zarzut w stronę scenariusza. Biorąc zaś po uwagę, że tempo toczącej się historii nie jest zawrotne, w którymś momencie „Fudze” zdecydowanie bliżej do dramatu niż wspomnianego dreszczowca.

Oczywiście sam scenariusz to nie wszystko. Produkcja została doceniona za zdjęcia (Złote Lwy za Najlepsze zdjęcia dla Jakuba Kijowskiego) i faktycznie kadry przyciągają uwagę. Operator mocno gra światłem, a w zasadzie jego brakiem, bo mnóstwo scen rozgrywa się wieczorem, przy sztucznym świetle lamp lub w ogóle w ciemności, gdzieś na drogach i w lasach. To buduje, przynajmniej z początku, niepokojący klimat podkreślony jeszcze kilkoma obrazami niczym z horroru. Co również mocno winduje „Fugę” to warsztat aktorski głównych postaci. Oczywiście Gabriela Muskała bryluje odgrywając rolę Alicji – wierzymy jej gestom, mimice, momentami szaleńczemu spojrzeniu, gniewowi, czy dezorientacji. Chyba jeszcze nie widzieliśmy tej aktorki w tak złożonej i trudnej roli, zresztą sama Muskała w jednym z wywiadów przyznała, że gdyby sama nie wymyśliła dla siebie takiej postaci, raczej żaden reżyser nie widziałby jej w takim wcieleniu. W tej produkcji Gabrieli doskonale partneruje Łukasz Simlat, który nie do końca potrafi odnaleźć się w sytuacji, nie wie co zrobić, bo zaczął układać sobie życie bez żony, wreszcie nie jest pewien czy chce by Alicja przypomniała sobie ich wspólne życie. Wykreowany przez niego bohater jest trochę irytujący, zagubiony i zły – jego również kupujemy w tej roli.

Podsumowując, „Fuga” porusza niezwykle ciekawy temat, który ma ogromny potencjał. Tutaj twórczynie wykorzystują go przede wszystkim do pokazania jak choroba, może wpłynąć na czyjąś tożsamość, relacje rodzinne i miejsce w świecie. Z drugiej strony okazuje się również, że to może być też furtka do zmian, do odrzucenia dotychczasowych ról i sposobu życia oraz „stworzenia” siebie na nowo. I mimo, iż autorki nie uniknęły potknięć to trzeba im oddać, że ich produkcja ma w sobie pewien powiew świeżości oraz odwagi i może warto dać jej szansę, pamiętając przy tym, że to jednak bardziej dramat psychologiczny niż kino z dreszczykiem.

/autorka recenzji Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
broken
Broken – recenzja
wrognumerjeden
Wróg numer jeden – recenzja
krolartur
Król Artur. Legenda miecza – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*