dziedzictwoCzy Bourne bez Bourne’a, a także Ludluma może być chociaż trochę strawny? Jak się okazuje film Tony’ego Girloya aż tak znacząco nie odbiega od niezłej trylogii z udziałem Mata Damona. I okazuje się smacznym przekąskiem.

To co Bourne zrobił wielu wysoko postawionym Amerykanom do tej pory odbija się czkawką. Jak się okazuje nie był on jedynym profesjonalnym zabójcą szkolonym w tajnych laboratoriach. Cały projekt zostaje zagrożony i kolejne osoby muszą zginąć, aby w świecie mediów nie pojawił się kolejny skandal. Tym razem to Aaron Cross (jak zwykle interesujący Jeremy Renner) pozostaje tym ostatnim. Musi uratować się – przeżyć i pokonać tych, którzy tajny program badawczy chcieli wymazać w całości.

https://www.youtube.com/watch?v=ggR1yN1PgVo

Dziedzictwo Bourne’a to niezłe rzemiosło. Braki w postaci głównego – tytułowego bohatera, a także scenariusz na podstawie tym razem nie prozy Ludluma wcale tej produkcji nie zaszkodziły. Chociaż początkowo wolno się rozkręca scenariusz sam w sobie jest na tyle dobry, że wciąga widza – a to jest w sumie dla odbiorcy najważniejsze. Plus niezłe rysy psychologiczne postaci i porządne efekty znane z typowego kina akcji. 

Jak się okazuje niespodziewanie Dziedzictwo Bourne’a to film dość dobry. Chociaż nieco profanuje (brak zarówno Ludluma jak i Mata Damona), to całość zrealizowano nader porządnie. Ponad dwie godziny nieźle zrealizowanego, nieco obyczajowego thrillera, który zapewne doczeka się kontynuacji.

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
lastvegas
Last Vegas — recenzja
80 dni – recenzja
zjednoczne
Zjednoczone stany miłości – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*