discorobaczkiFilmowcy specjalizujący się w animowanych obrazach co chwila zaskakują. Ich ułańska fantazja sprawiła, że na ekranach widzieliśmy już mówiące rybki, krowy, surykatki i auta. Teraz przyszedł czas na gadające dżdżownice. Słowa grają tu jednak rolę drugorzędną. Liczy się muzyka i taniec – czyli to, co króluje w telewizji od paru dobrych sezonów.

 
Leśna ściółka, podobnie jak każdy świat istot żywych, rządzi się swoimi prawami. Mamy rzecz jasna podział na lepszych i gorszych. Na marginesie społeczeństwa znajdują się dżdżownice – brak kończyn uniemożliwia im rozwój zawodowy, dlatego kończą jako pracownicy średniego szczebla w korporacjach – molochach. Albo, co gorsza, na wędkarskim haczyku. Zastanemu podziałowi ról społecznych sprzeciwia się Bogdan, niepokorny robaczek marzący o wielkiej sławie i pieniądzach. Przeglądając pamiątki ojca znajduje w nich płytę z przebojami muzyki disco. „To jest to!” – stwierdza bohater, postanawia założyć kapelę i wygrać telewizyjny konkurs muzyczny.

Mimo początkowych trudności, Bogdan kompletuje skład bandu. W jego dążeniach wspomagają go: „grubościsty” przyjaciel Tytus, piękna Gocha obdarzona nieco kontrowersyjnymi warunkami wokalnymi, zakręcony gitarzysta Nerwal lubujący się w dźwiękach z gatunku „czarnej mszy” oraz Kadrowa Danuta. Zespół dzielnie ćwiczy i zaczyna robić pewne postępy. Jednak zakup sprzętu czy znalezienie repertuaru to dopiero początek problemów. Naszym disco robaczkom przyjdzie zmierzyć się z łąkowym i podziemnym show-biznesem, układami i układzikami. Trzeba także przekonać publikę – niepałającą szczególną sympatią do dżdżownic – że one też znają się na muzyce.

Fabuła duńskiej animacji jest więc prosta i bardzo przewidywalna. Bohater – buntownik rzuca wyzwanie porządkowi świata i chce go zmienić. W tym schemacie nie znajdziemy nic odkrywczego. Niecodzienna jest natomiast personifikacja różowych robaczków. Nie dość, że sama animacja wykonana jest bardzo poprawnie, to i same postacie są narysowane wyrazistą kreską i widz je zapamiętuje.

Dużym plusem obrazu jest muzyka, żywcem wyjęta z filmów pokroju „Gorączki sobotniej nocy”. Słyszymy wiele przebojów, na których wychowali się nasi rodzice, a często i my sami bawimy się przy nich w dyskotekach i na prywatkach. Piosenki są dobrze zaśpiewane (nieźle w interpretacji „I will survive” wypada Agnieszka Chylińska), natomiast kiepskim posunięciem było przełożenie słów wszystkich hitów disco na język polski. Był to zabieg zupełnie zbędny, w końcu co ma wspólnego słynne „Y.M.C.A.” z naszym ADHD?

Polski dubbing wypada przyzwoicie. Dobrze ze swojej roli wywiązali się Marcin Hycnar (dla niewtajemniczonych – Paweł z „Barw szczęścia”, tu gra Wirującego Bogdana), Tomasz Karolak jako Nerwal (przyznam się szczerze – nie poznałem jego głosu), a także Ewa Kasprzyk i Krzysztof Dracz, wcielający się w rodziców lidera kapeli disco. Dialogi nie są może najwyższych lotów, ale przynajmniej nie są kompromitujące, jak zdarzało się w kilku niedawno wyświetlanych animacjach.

„Disco robaczki” może nie zaskakują, ale z pewnością są ciekawą alternatywą przy wyborze familijnego filmu. Nie dość, że nogi same rwą się do tańca, to jeszcze autorzy przemycają w scenariuszu starą jak świat, ale jakże prawdziwą myśl – marzenia się spełniają. Trzeba tylko wierzyć.

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
operacjargo
Operacja Argo – recenzja
hiszpanka
Hiszpanka – recenzja
McQueen – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*