diazO filmie tym po raz pierwszy usłyszałem przy okazji 17 Forum Kina Europejskiego Cinergia – szczerze przyznam zaintrygował mnie. Reżyserem i współscenarzystą tego obrazu jest mało znany szerszej publiczności Daniele Vicari.

Nie ukrywam, że Diaz jest pierwszym moim kontaktem z tym twórcą. Niemniej jednak został on już dostrzeżony przez widownię festiwalową i krytyków. Dowodem tego są nagrody m.in. na festiwalu w Wenecji czy Berlinie. To właśnie w stolicy Niemiec najnowsze dzieło Vicariego otrzymało Nagrodę Publiczności w sekcji „Panorama”.

Diaz to jeden z tych filmów, o których się mówi, że musiały powstać. Ukazuje on bowiem rekonstrukcję wydarzeń ze szczytu G8 w Genui 2001 roku, kiedy to w tytułowej szkole doszło do brutalnej policyjnej akcji. Funkcjonariusze nie zważając na nic, wkroczyli do budynku w środku nocy i kolejno okładali pałkami bezbronnych noclegowiczów. Nie zważali nawet na to, że ich ofiary w geście poddania trzymały ręce w górze.

Vicari podejmuje w swoim najnowszym filmie bardzo interesujący temat, który w kinie jeszcze nie został przedstawiony (ja bynajmniej nie przypominam sobie). Problem tkwi jednak w tym, że w Diazie wszystko zostało zbyt uogólnione. Twórcy (współscenarzystką jest Laura Paolucci) poszli po tzw. linii najmniejszego oporu – nie wykorzystali całego potencjału, który zdecydowanie drzemał w tych kontrowersyjnych wydarzeniach sprzed jedenastu lat.

Podczas seansu czułem, że kreatorzy owej produkcji za wszelką cenę chcieli udowodnić, że niemal wszyscy interweniujący policjanci mieli faszystowskie skłonności. Rozumiem, że tak mogło być, ale przecież widz, to osoba myśląca, więc nie trzeba wszystkiego przedstawiać mu wyłącznie na zasadzie kontrastów (czarne/białe). Mam jeszcze jeden zarzut, choć akurat w tym przypadku niektórzy mogą się ze mną nie zgodzić. Chodzi mi o przedstawienie postaci pojawiających się na ekranie. W przypadku tego filmu bohater jest raczej zbiorowy, toteż trudno jest się z kimkolwiek w tej historii utożsamić. Mam z tego powodu bardzo mieszane uczucia. Jestem świadom, że ofiarą nie była tylko jedna osoba, lecz nie zmienia to faktu, że ciekawszym zabiegiem byłoby np. ukazanie tych brutalnych wydarzeń z perspektywy konkretnego człowieka.

Gdyby jednym zdaniem podsumować nowe dzieło Vicariego, to brzmiało by ono mniej więcej tak: ciekawy i poruszający temat, lecz cała para poszła w gwizdek. Przeciętny film – tyle. Mimo, iż owa produkcja opowiada o autentycznych wydarzeniach, to jakoś przeciętnie to wszystko wygląda. Całość może i wywołuje współczucie, ale jakoś nie mówi nam tego, czego nie moglibyśmy sami przeczytać w internecie.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
kronika
Kronika – recenzja
szefowiewrogowie
Szefowie wrogowie 2 – recenzja
projektx
Projekt X – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*