dawcapamieciIronią losu można nazwać to, że chociaż film opowiada o potencjale, sam go w pełni  nie wykorzystuje.

Dawca pamięci rozpoczyna się w niedalekiej przyszłości. W świecie tym nie ma już wojen, głodu. Apokalipsa zakończyła się, a na jej gruzach powstała nowy, wspaniały ład. W świecie tym nie ma również emocji – miłości, niepotrzebnych słów, a także… kolorów. Wszystko to stworzono po to, aby ludzie byli równi i nieprzepełnieni negatywnymi emocjami.

W takim utopijnym świecie istnieje również tytułowy dawca pamięci (Jeff Bridges), który oczekuje na biorcę. Okazuje się nim młody chłopak – Jonas (Brenton Thwaites), którego charakteryzuje również to, że widzi kolory. Dawca pokazuje młodzieńcowi wszystko to, co kiedyś było – świat pełen radości, emocji, zarówno tych dobrych, jak i złych. Wraz z tym nasz bohater zmienia się i coraz bardziej jest przekonany, że obecny porządek świata musi zostać zmieniony.

Oprócz Bridgesa i Thwaitesa w filmie zobaczymy m.in. Meryl Streep, Katie Holmes,  Alexandera Skarsgårda, Odeyę Rush i  Camerona Monaghana. Jak widać potencjał już w samych aktorach drzemie ogromny, gorzej ze scenariuszem.

Dawca pamięci to opowieść o utopijnym świecie i młodym buntowniku – znamy to bardzo dobrze. Największą wadą filmu jest niestety jego przewidywalność, a także nielogiczność (chociażby motyw z niemowlakiem, który przetrzymuje zimę, pustynię czy skok do wody). Z tego też powodu często zamiast zadumy u człowieka pojawia się śmiech politowania. Widać, że w produkcji Phillipa Noyce (autor tak dobrych obrazów jak Spokojny Amerykanin, Polowanie na króliki, Slivera czy Czasu patriotów) brakuje pewnego szlifu. Czegoś “ponad” poprawnością, także od strony wizualnej, która również przypomina dobrą, rzemieślniczą robotę.

Niestety potencjał, jaki drzemał w tej produkcji, w dużej mierze został zaprzepaszczony. Szkoda, bo naprawdę mogłaby to być dobra antyutopia.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Maczeta – recenzja
salvoocalony
Salvo. Ocalony – recenzja
Kamerdyner – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*