czerwonajaskolka2Od czasu do czasu pojawia się na ekranach kin produkcja, w której główna bohaterka jest tajną  agentką, szpiegiem lub kimś podobnej profesji. Niedawno oglądaliśmy przeciętną „Atomic Blonde”, kilka lat temu „Salt” z Angeliną Jolie, a teraz na tapecie mamy „Czerwoną jaskółkę” z Jennifer Lawrence. Kim jest tytułowa jaskółka i czy tym razem mamy do czynienia z pełnokrwistym kinem szpiegowskim?

Jaskółki to rosyjskie agentki lub agenci przeszkoleni do tego, by swoim ciałem, seksualnością, ale też manipulacją skłaniać wrogów państwa do wyjawienia tajnych informacji. To osoby potrafiące doskonale wyczuć pragnienia innych ludzi, osoby, dla których ciało to tylko narzędzie służące wykonaniu zadania i które nie cofną się przed niczym. Jedną z takich jaskółek, za sprawą wysoko postawionego wujka i po części wbrew swojej woli, staje się też Dominika Egorov, czyli Jennifer Lawrence. I szybko okazuje się, że potrafi odnaleźć się w takiej roli.

My zaś jako widzowie w miarę szybko orientujemy się, że ta świetnie zapowiadająca się produkcja, w rzeczywistości jest obrazem dosyć  nierównym, zwłaszcza w fabule, która nota bene wydawała się być najmocniejszym elementem całości. Niestety obok udanych historii i kadrów jest też sporo schematów. Na pewno mocnym akcentem filmu jest sam wątek szkolenia jaskółek i sceny z metodami, jakie stosowano, by kadeci stali się agentami. Te obrazy oglądamy z niekłamanym zainteresowaniem, bo i wzbudzają w nas trochę  zaskoczenie, trochę  moralny bunt przeciwko sposobom szkolenia. Z podobną uwagą śledzimy losy Dominiki Egorov po odbyciu szkolenia, a więc  jej misję , w której stety lub niestety więcej miejsca poświęcone jest jej portretowi psychologicznemu niż wartkiej akcji.

Fani rasowych produkcji szpiegowskich mogą być więc zawiedzeni. W „Czerwonej jaskółce” nie ma bowiem wiele pościgów czy strzelanin, niemniej jednak mnogość zwrotów fabularnych pozwala utrzymać produkcji odpowiednie tempo. Nie brakuje za to w tym filmie brutalności, tortur, bezwzględności i nagości, którą operuje głównie Jennifer Lawrence. To ona gra w filmie pierwsze skrzypce, a reszta obsady w zasadzie tworzy postaci z tła, tak jak agent CIA Nate Nash (Joel Edgerton). Miłośnicy Lawrence powinni być więc zadowoleni i pewnie to dla niej wybiorą  się  do kina.

Natomiast cała reszta niezdecydowanych widzów powinna przed wybraniem się na seans wziąć pod uwagę, że „Czerwoną jaskółka” to produkcja nierówna, nie tak brawurowa jak można by się  spodziewać , ale jednocześnie  taka, która  koniec końców potrafi skupić naszą uwagę. A trzeba przyznać, że posiadanie uwagi widza  przez ponad dwie godziny, bo tyle trwa najnowsze dzieło Frances Lawrence, do najłatwiejszych nie należy. Niemniej jednak Lawrence w większości się to udaje i za to plus dla niej. Podobnie jak za to, że w ogólnym rozrachunku produkcja ta jest przyzwoitą rozrywką.

czerwonajaskolka

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
jutrobedzielepiej
Jutro będzie lepiej – recenzja
kopglebiej
Kop głębiej – recenzja
tejnocybedzieszmoja
Tej nocy będziesz mój – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*