czasprobyWzburzony, gniewny ocean w trakcie zimowego sztormu, potężny wiatr i grupka ratowników pędząca małą łodzią na ratunek rozbitkom z tonącego tankowca – taka historia, zwłaszcza, że z życia wzięta, mogłaby być świetnym, trzymającym w napięciu thrillerem. Niestety z dużego potencjału Craig Gillespie w “Czasie próby” stworzył zaledwie poprawny, widowiskowy film katastroficzny, który pozostawia nas obojętnymi na losy bohaterów.

Zadziwiające, że historia, na której oparta jest fabuła wydarzyła się naprawdę. Zimą 1952 r. Bernie Webber (w tej roli Chris Pine) wraz z kilkoma kolegami z amerykańskiej Straży Wybrzeża ruszyli na ratunek rozbitkom z tonącego tankowca, który pękł na pół. Mieli do dyspozycji jedynie niedużych rozmiarów łódź, bo w tym samym czasie tonął także inny tankowiec, do którego wysłano resztę ekip ratunkowych. Mimo to ratownicy odważnie wypłynęli na złowrogi ocean, by ratować ludzkie życie jednocześnie ryzykując swoim.

“Czas próby” jest raczej luźno inspirowany tymi wydarzeniami i to widać na ekranie. Reżyser przerysował fabułę i historia o heroicznym wyczynie wydaje się być trochę  opowieścią z serii “nieprawdopodobne, a jednak”. W dodatku sama akcja została tak skonstruowana, że nie pozwala nam wciągnąć się w opowieść i na jej kolejne zwroty patrzymy obojętnym okiem, choć przecież takie obrazy powinny nas emocjonować. Całe szczęście twórcy w miarę sprawnie prowadzą nas przez tą historię, nie tworząc zbędnych dłużyzn (może poza początkowym wątkiem miłosnym), więc nie ogląda się tego najgorzej.

Od strony realizatorskiej  film Gillespiego z kadrami szalejącego sztormu łamiącego statki robi wrażenie. Obraz wyszedł również w wersji 3d,  w której pewnie niektóre ujęcia zostały jeszcze bardziej “podkręcone”. Natomiast aktorsko jest niestety jednowymiarowo – postacie od początku są oczywiste i trudno tu o jakieś szarości, a obsada nie ma wiele miejsca na popisy i tworzy swoich bohaterów po prostu poprawnie. Odtwórcy głównych ról – panowie Chris Pine i Casey Affleck (jako jeden z rozbitków z tankowca), choć się starają nie są w stanie przekonać nas do swoich postaci.

W ogólnym rozrachunku „Czas próby” to przede wszystkim film zmarnowanego potencjału. Zapowiadał się nieźle, a okazało się, że jest zrealizowany według ogranych już schematów i nie daje nam niczego ponad okraszoną iście hollywoodzkim patosem przeciętność.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
hardkordisko
Hardkor Disko – recenzja
Planeta singli 2 – recenzja
witajciewklubie
Witaj w klubie – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*