conanConan z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej, to klasyk gatunku. Mimo tej zawieszonej wysoko poprzeczki Conan z 2011 roku daje radę. Nie jest tak zły, jak się zapowiadał.

Conana stworzył Robert E. Howard. Powstała masa książek, komiksów, filmy. Teraz za Conana wziął się Marcus Nispel, twórca przeciętnego Tropiciela i kolejnej odsłony Piątku Trzynastego. I kto widział właśnie ten pierwszy film powinien czuć się jak w domu – mało znani aktorzy w rolach głównych, mnóstwo krwi i zero sensu. Ot heroic fantasy na całego.

Nowy Conan Barbarzyńca to opowieść o młodzieńcu, który po wybiciu wioski wyrusza w daleką podróż. Gdy przypadkiem natrafia na ślad mordercy ojca postanawia go odnaleźć i zemścić się. Ten film to po prostu prawie dwie godziny mordowania na ekranie plus nie do końca rozwinięty wątek miłosny – półnagie kobiety i trochę czarów.

Największym minusem jest odtwórca głównej roli – Jason Momoa. Nie dość, że większość filmu “gra drewno”, to jeszcze przypomina skrzyżowanie surfera z boskim Fabio.  Prawda, Arnold też nie posiada zbyt wielkich umiejętności aktorskich, ale ma to “coś”, jest charyzmatyczny, ironiczny. Po prostu kultowy. Momoa prawdopodobnie nigdy tego statusu nie osiągnie. Jednak gdy się nie myśli i nie widzi tego aktora na ekranie nie jest źle. Sieczka na całego.

Nowy Conan z czasem wciąga. Dużo tu akcji, walki. Wiele brutalnych scen powoduje, że film nie powinny oglądać dzieci i młodzież (np. scena ucinania nosa, miażdżenia czaszki, czy kilogramy flaków w 3D mogą niektórych obrzydzić). To też odróżnia tę produkcję od obrazu z 1982 roku. Mimo wszystko Conan Arnolda to film familijno-przygodowy, a nowa wersja level agresji i krwi ma podniesiony kilkukrotnie. Ale może to wynik czasu i tylko takie produkcje chcą oglądać nastolatkowe wielbiący fantasy?

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
trick
Trick – recenzja
kiedy_umieram
Kiedy umieram – recenzja
blingring
Bling Ring — recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*