Zwiastun nowego filmu Jana Komasy „Boże Ciało” obiecywał wiele – oczekiwałam oryginalnej fabuły, kina pełnego emocji, który będzie grał na uczuciach widza. Po sukcesie „Miasta 44” przyszedł czas na kolejną produkcję. Co ciekawe film osiągnął w pierwszy weekend wyświetlania zawrotną frekwencję – w polskich kinach obejrzało go ponad 165 tysięcy widzów – tak podaje dystrybutor filmu. Należałoby też wspomnieć, że na 44 Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni otrzymał kilka nagród (m.in. za najlepszą reżyserię i scenariusz) również został zaprezentowany i doceniony na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto.

Mówi się że życie piszę najlepsze scenariusze, otóż historia osiemnastoletniego chłopaka, który udaje księdza wydarzyła się naprawdę. Daniel (w tej roli znakomity Bartosz Bielenia) zostaję warunkowo zwolniony z poprawczaka i ma za zadanie odpracować wyrok w stolarni. Jednak udaję się do pobliskiej wsi, do kościoła przedstawiając się jako… ksiądz. Póki co nikt ani nic nie wzbudza podejrzeń, a warunki ku roli księdza zostały stworzone idealne, bo miejscowy proboszcz udał się na terapię, więc trzeba go zastąpić. Daniel przedstawia się miejscowym jako ks. Tomasz – księdzem pragnął być w poprawczaku, kiedy to mieli spotkania z duchownym. Jednak wiedział, że nie ma szans nim zostać, nikt po wyroku nie przyjąłby go do seminarium.

Daniel do pierwszej mszy jaką miał odprawić uczył się z Internetu, tak jakby to miała być instrukcja obsługi nowego smartfona, w trakcie spowiedzi św. na kolanach w konfesjonale trzyma telefon aby również nie pomylić żadnej formułki. Takie zachowanie wobec nauki Kościoła i posługi kapłańskiej może nieco szokować, skoro nie widać jakiegoś wyraźnego powołania, obcowania z Bogiem, pytanie czy ta cała zabawa w księdza jest prawdziwa czy to tylko wymyślony sposób na życie? Być może w Polsce zbyt na serio podchodzimy do wiary i głoszenia prawdy, nauk w imieniu Boga. Daniel zaczyna odkładać na bok wszelkie utarte schematy, formułki i reguły, wprowadzając swój własny sposób prowadzenia mszy i modlitwy(np. modlitwa z rodzinami ofiar tragicznego wypadku samochodowego). Staje się bardziej wiarygodny i przystępny. Ludzie zaczynają go słuchać, wierzyć w niego. Nikt nie wie, że jest tak naprawdę przestępcą. Nie wzbudza podejrzeń póki na swej drodze nie spotyka kolegi z poprawczaka i sprawa się komplikuje…

Główny bohater próbuję zrozumieć skrywane sekrety, niedopowiedzenia, troski i niepokoje parafian. Ma się wrażenie, że wszyscy są dobrymi ludźmi, jednak każdy ma coś na sumieniu. Prawda jest niewygodna, a kiedy Daniel próbuje ją udowodnić podczas rozmowy z wójtem (Leszek Lichota) ten mu odpowiada „może Ty masz rację, ale ja mam władzę”. Pokazuje to jak współcześnie dla powszechnej władzy czy instytucji kościelnej niejednokrotnie kłamstwo publiczne, medialne jest po to żeby wszystkim się „lepiej” żyło, po to by zadowolić siebie własne „ja”by unikać niepotrzebnych problemów. Prawda jest mało popularna i nieopłacalna, nie zrobi się na niej biznesu, a tylko wywoła skandal. Takie przemyślenia można mieć podczas całej projekcji filmu. Na szczególną uwagę zasługuję scena kiedy wójt zaprasza księdza na otwarcie nowego skrzydła w stolarni aby ten je poświecił. Daniel zaczyna modlitwę słowami „ Jesteście chorzy na chciwość, chcę być ważny, chcę mieć więcej od innych, Boże pomóż mi być pełnym pokory” Ks. Tomasz jest bardzo charyzmatyczny nie każdemu to odpowiada, szczególnie sceptycznie nastawiona jest do księdza surowa i konserwatywna kościelna Lidia. W filmie wiele jest kazań „ku pokrzepieniu serc”, z których widzowie mogą wyciągnąć wnioski i pomyśleć na temat własnego życia. Sam bohater zaś z każdą kolejną chwilą zaczyna mieszać ze sobą sacrum i profanum i powoli traci nad sobą kontrolę…

Film Jana Komasy jest przede wszystkim dobrze opowiedzianą historią opartą na dobrym scenariuszu. Co w polskiej kinematografii jest dość rzadkim zjawiskiem. Jeśli mamy te dwa warunki spełnione do tego aktorstwo na wysokim poziomie to sukces gwarantowany. Choć zakończenie projekcji pozostaje wiele do życzenia, jakby reżyser nie miał pomysłu jak zakończyć historię. Całość ogląda się bardzo dobrze i od gry aktorskiej Bieleni nie można oderwać wzroku. Wcielając się w Daniela oddał żywe emocje, jest tak przekonujący, że jego kazania w prawdziwym życiu porwałyby tłumy. Nierozsądnym byłoby doszukiwać się w filmie jakiegoś drugiego dna, ataku na kościół. To film przede wszystkim o dialogu, wierze, o sztuce i czynieniu dobra. Myślę , że film ma uniwersalny przekaz i może być odbierany na całym świecie na zupełnie różnych płaszczyznach i aspektach społecznych. Dlatego jestem pełna nadziei, że film odniesie wiele sukcesów, również tych oscarowych.

/autorka recenzji – Ewelina Bałczewska

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
10000km
10.000km – recenzja
mrnice
Mr. Nice – recenzja
kobietaktorapragnelamezczyzny
Kobieta która pragnęła mężczyzny – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*