Marek Koterski to reżyser, którego raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Chyba większość z nas zna jego produkcje z kultowym „Dniem Świra” na czele. Tej jesieni reżyser powraca na duży ekran po siedmioletniej przerwie serwując nam „7 uczuć”, czyli opowieść o dzieciństwie słynnego Adasia Miauczyńskiego. W jakiej formie jest twórca i jak wypada jego produkcja?

W dużym skrócie, „7 uczuć” to film bardzo osobliwy w formie, obfity w znane twarze, co zresztą sugeruje plakat i dobitny w przekazie, choć niepozbawiony mankamentów. Forma i przyjęta przez Koterskiego konwencja to zdecydowanie coś, co wyróżnia ten film, a jednocześnie sprawia, że część widzów zapewne nie polubi się z tą produkcją. Dlaczego? Otóż w obrazie tym dorośli aktorzy (m.in. Misiek Koterski jako Adaś) odgrywają role dzieci. Przez pierwsze minuty seansu zwyczajnie dziwie patrzy się na dorosłych ludzi udających dzieci w piątej klasie podstawówki, jednak z każdą kolejną sceną można się do tego przyzwyczaić, a i pewnie nawet kupić taki sposób przedstawienia postaci, choć mnie nie do końca on przekonał. Przypuszczam, że część widowni, zwłaszcza ta, która nie jest fanem twórczości Marka Koterskiego może odrzucić film właśnie z powodu tej oryginalnej formy.

Formy, która nota bene całkowicie zanurza nas w świecie dzieci – akcja filmu tak naprawdę kręci się trochę w oderwaniu od informacji ze świata zewnętrznego, wokół kilku punktów: szkoły, podwórka i domu umiejscowionych gdzieś w latach 50. albo 60. To oderwanie powoduje, że niektóre sceny nabierają wręcz teatralnego charakteru – przywodzą na myśl sztukę teatralną, co również niekoniecznie może się podobać. Jednocześnie, wspomniane punkty to z perspektywy dziecka najważniejsze dla niego miejsca w momencie, gdy dopiero poznaje świat i kształtuje swoją osobowość. A o takich momentach z życia Adasia Miauczyńskiego, ale i wielu innych dzieci chce nam opowiedzieć reżyser.

Bo w przedstawionym przez Koterskiego świecie dzieci przeżywające swoje pierwsze rozczarowania, zawody miłosne, przyjaźnie i sukcesy nie mają z kim się nimi podzielić i nie wiedzą jeszcze jak je przeżywać. A dorośli ich nie rozumieją ani nie wspierają, wręcz przeciwnie – ignorują i nie chcą słuchać. I właśnie na te trudne aspekty dzieciństwa i niejednokrotnie okrucieństwo dorosłych zwraca uwagę twórca tego filmu. Trzeba powiedzieć, że robi to aż nadto dobitnie, zwłaszcza w końcowym monologu wygłoszonym przez Sonię Bohosiewicz grającą woźną, ale może też dlatego „7 uczuć” tak zmusza do refleksji.

Skoro zaś jesteśmy przy dzieciach to w filmie odgrywa je cała plejada dobrze nam znanych twarzy. Oprócz wspomnianego młodszego Koterskiego i Bohosiewicz jest też Andrzej Chyra, Katarzyna Figura, Andrzej Woronowicz, Maja Ostaszewska, Robert Więckiewicz i wiele innych. Większość z nich bardzo dobrze wczuła się w dziecięce role, zwłaszcza obsadzony jakby nie patrzeć w głównej roli Michał Koterski pasuje tutaj jak ulał. I to ta obsada i ich charyzma przyczynia się w znacznym stopniu do komediowej strony „7 uczuć”, bo wbrew pozorom film ten posiada też wiele kadrów, na których na pewno się uśmiechniecie.

Niemniej jednak, najnowsza produkcja Marka Koterskiego nie jest pozbawiona wad. Część pokazywanych z początku bohaterów jak np. grający tatę Adasia Adam Woronowicz znika gdzieś w trakcie filmu i do końca nie wiemy co się z nim dzieje. Ponadto, reżyserowi nie udało się uniknąć dłużyzn i utraty tempa akcji, jak chociażby w scenie, gdy dzieciaki wracają całą grupą do domu przerzucając się zabawnymi rymowankami. Oczywiście rymowanki z początku przywołują uśmiech na twarzy widza, ale scena trwa zbyt długo, by ten uśmiech na niej pozostał. Zresztą, im bliżej końca seansu, tym atmosfera na ekranie gęstnieje i zmusza nas do rozmyślań, które zostają z nami również po wyjściu z kina.

W ogólnym rozrachunku, produkcja „7 uczuć” na pewno nie jest kolejnym „Dniem Świra”, ale Koterski po długiej przerwie jest w całkiem niezłej formie. Mnie film ten, ze względu na formę i dosyć wolne tempo akcji, pozostawił z mieszanymi uczuciami, niemniej powinien się spodobać wszystkim, którzy lubią twórczość tego reżysera.

/autorka recenzji – Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
pewiend
Pewien dżentelmen – recenzja
napokuszenie
Na pokuszenie – recenzja
wieczorpanienski
Wieczór panieński – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*