47roninow

Nudnawy i przewidywalny. 47 roninów okazuje się kolejnym amerykańskim niewypałem pojawiającym się na ekranach polskich kin.

Film opowiada legendarną historię czterdziestu siedmiu roninów, czyli samurajów, którzy stracili swojego pana. Nie jest to pierwsza ekranizacja tej XVIII-wiecznej opowieści – 47 mieczy zemsty. Upadek zamku Ako czy 47 wiernych samurajów to tylko przykłady z kilkunastu azjatyckich ekranizacji mitu sprzed lat.

Praktycznie anonimowy reżyser Carl Rinsch (znany jedynie z krótkometrażowego The Gift, który przez pewien czas bił popularność w internecie) postanowił unowocześnić opowieść i zaprezentować ją szerszej, międzynarodowej publiczności. W jednej z głównych ról obsadził znanego z Matrixa Keanu Reevesa i… tyle. Zapału mu starczyło na pomysł, z realizacją jest zdecydowanie gorzej. 47 roninów to dwie godziny nudnej, niezbyt składnej opowieści. Pierwsze półgodziny ciągnie się niemiłosiernie, a zakończenie okazuje się mało “wybuchowe” i wciągające. Środe jest przeciętny – nie ma tu nic, co by wciągało widza w fotel.

“Neo” tym razem gra odszczepieńca, mieszańca żyjącego w jednej z japońskich prowincji. Mimo starań nikt, poza przepiękną Miką nie ufa mu. Jego pan przygotowuje się do przyjazdu głównego szoguna. Także na turnieju pojawia się Lord Kira, rządzący sąsiednią prowincją. Zamieszanie prowadzi do tragedii, a wszyscy samurajowie stają się roninami. Pragną jedynie zemsty na sprawcy całego nieszczęścia. A w tle nieco magii i azjatycka sztuka walki.

Absurdów i nielogicznych fragmentów w filmie znajdziemy wiele, chociażby reklamowany Zombie Boy pojawia się w może na… 30 sekund. Efekty specjalne nie zachwycają, szczególnie postacie z lasu wyglądają marnie jak na 2013 rok produkcji. 47 roninów to obraz przewidywalny, nudny i nieciekawy. Po prostu nie warto wydawać na bilety. I tyle.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
odwrocenizakochani
Odwróceni zakochani – recenzja
Na_zawsze_Laurence
Na zawsze Laurence – recenzja
piraci5
Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*