Ten dzień rozpoczął się, zanim poprzedni na dobre się skończył. Bijąca wszelkie rekordy, 10-godzinna dyskusja filmowa z udziałem ponad 20 gości potrwała – zgodnie z planem – do 8 rano. Już o 9 wystartowały pierwsze sobotnie projekcje i warsztaty, ale dopiero na koniec dnia uczestnicy wkroczyli do piekła.

Do utraty tchu

Aż dziesięć godzin trwało przedsięwzięcie na przecięciu debaty filmoznawczej, gry towarzyskiej i performansu. Rytm “Do utraty tchu. Dyskusji dla prawdziwych kinomanów” wyznaczały trwające 1,5 godziny debaty tematyczne, następujące po sobie wraz z wymianą gości reprezentujących różne pola działalności związanej ze sztuką filmową. Głównymi rozmówcami byli Kuba Mikurda, Kaja Klimek i Tomasz Kolankiewicz, zaś poszczególne tematy obejmowały zagadnienia: “Krytyk się wstydzi” (goście: Miłosz Stelmach, Mateusz Żebrowski i Marta Chylińska), “Krytyk zmienia kanał” (Łukasz Maciejewski, Anna Osmólska–Mętrak, Marcin Adamczak, Barbara Hollender), ”Krytyk jest na bieżąco” (Michał Walkiewicz, Michał Piepiórka, Marcin Radomski), “Krytyczka nie boi się jutra” (Kamil Jędrasiak, Alicja Górska, Maciej Stasierski), “Krytyk na binge’u” (Bolesław Racięski i Michał Lesiak, Diana Dąbrowska) oraz “Krytyczka kontra reszta świata” (Błażej Hrapkowicz, Anna Tatarska, Mariola Wiktor). 

Każde spotkanie coś łączyło. Prowadzący witali gości nietypowymi pytaniami, takimi jak „Gdybyś był filmem, to jakim?”, a na zakończenie każdy musiał wykonać losowe zadanie – przesądzał rzut kością. 

Obszernie komentowana była dzisiejsza pozycja krytyka filmowego. – Szczerze mówiąc, w ogóle nie musiałbym tego robić, stać mnie na to, żeby nie pisać. Nie robię tego na pewno dla pieniędzy, bo to są żadne pieniądze, ale chcę to robić, dlatego, że mam wrażenie, że krytyka filmowa ma szansę być traktowana jako gatunek literacki – wyznał Łukasz Maciejewski.

Jest to zawód wyjątkowo piękny, zawód który pozwala przeżywać życie wrażliwe. Z dużą radością patrzę, że na festiwalach filmowych, na które jeżdżę od lat, jest po kilkadziesiąt osób z polski, kiedyś to byłam tylko ja i Tadeusz Sobolewskizauważyła Barbara Hollender

Po wszystkim na zmęczonych panelistów czekało śniadanie, kawa i obfitujący w wydarzenia, trzeci dzień jubileuszowej Kamery Akcji.

Skazani na widza i inne festiwale

Przerwa między piątkiem a sobotą trwała na 10.FKA zaledwie godzinę – już o 9 wystartowały warsztaty “Zaprogramuj festiwal filmowy”. Na co zwracać uwagę planując wydarzenie? Jak odnaleźć swoje miejsce na mapie istniejących festiwali? Podczas warsztatów na 10.FKA na te pytania odpowiedziała w sobotni poranek dyrektor programowa Festiwalu Transatlantyk – Joanna Łapińska. Punktem wyjścia były pomysły na wydarzenie filmowe zgłoszone przez uczestników.

Na tym festiwalu rozmów nigdy dość, dlatego i w sobotę publiczność mogła wziąć udział w dyskusji “Skazani na widza. O tworzeniu filmu”. Moderator Bolesław Racięski przepytywał Piotra Dzięcioła, producenta i właściciela łódzkiego studia Opus Film, Magdalenę Szwarcbart, reżyserkę castingu (m.in. „Zimna wojna”), Artura Majera, filmoznawcę specjalizującego się w production studies oraz Annę Kot, PR Managerkę (m.in. „Boże ciało”). Wiodącym tematem była pozycja widza we współczesnej kinematografii.

Spotkanie konfrontowało trzy światy: procesu twórczego, produkcji i promocji w kontekście odbiorcy filmu. Jego celem było zderzenie wizji artystycznej z oczekiwaniami widzów w obliczu machiny produkcyjnej. Uczestnicy mogli utwierdzić się w przekonaniu, że jako odbiorcy są niezbędnym elementem istnienia przemysłu filmowego. – Największą radość reżyserowi sprawiają widzowie. Jeżeli reżyser widzi, że publiczność chodzi na jego film, to czuje niesamowite szczęście, to nie kwestia pieniędzy, a poczucie, że zrobił coś, co ludzie chcą oglądać – powiedział Dzięcioł. Przyznał też jednak, że jako producent nie myśli o tym, ilu widzów zobaczy jego film. Z kolei Anna Kot wyznała, że najtrudniejsze w jej pracy są właśnie oczekiwania reżysera.

Chce mi się z Tobą gadać

Trzeciego dnia festiwalu organizatorzy zaoferowali uczestnikom możliwość obejrzenia na dużym ekranie kultowych już „Psów” Władysława Pasikowskiego w specjalnej, zremasterowanej wersji. Projekcję poprzedziła rozmowa Emila Sowińskiego z Michałem Piepiórką, autorem wydanej niedawno książki „Rockefellerowie i Marks nad Warszawą. Polskie filmy fabularne wobec transformacji gospodarczej”. Pisarz podjął się analizy wielu polskich filmów stworzonych krótko po 1989 roku, starając się jednocześnie nakreślić obraz ówczesnej rzeczywistości. – Filmy te osadzam w kontekście społecznym, gospodarczo–politycznym, czytam je poprzez tę technikę. Trochę jak w przypadku archeologa, który znajduje artefakt i stara się z jego pomocą dotrzeć do prawdy na temat kultury, która wyprodukowała ten przedmiot. Filmy traktuję w ten sam sposób, jako dokument mentalności, dokument kultury danej wspólnoty. Film, który za chwilę zobaczymy, jest dla mnie dokumentem lat ‘90, podsumowaniem myślenia o tym, co się wydarzyło w czasie postkomunizmu – powiedział Piepiórka.

Uderz go / ucieknij / nic nie rób

Pierwszy pokaz w nowej sekcji Kina Interaktywnego poprzedziło wprowadzenie Miłosza Stelmacha, który porównał „Late Shift” Tobiasa Webera (polska premiera na FKA) do „Black Mirror Bandersnatch” Netflixa albo „Decyzja należy do ciebie” w TVP. Stelmach podkreślił, że Netflix nie był pionierem filmów interaktywnych, a proces finansowania „Late Shift” był skomplikowany: komisja funduszu filmowego odmówiła przyznania środków, argumentując swoją decyzję tym, że projekt posiada cechy typowe dla gry. Natomiast deweloperzy gier twierdzili, że jest to raczej, bo to wprawdzie eksperymentalny, ale nadal film.

Widzom przed rozpoczęciem projekcji zasugerowano połączenie się z siecią i pobranie aplikacji, która pozwalała na wspólne “głosowanie” nad decyzjami, które w krótkim czasie musiał podejmować bohater. Za sprawą ponad 180 możliwych wyborów film mógł mieć aż siedem różnych zakończeń. To na 10. Kamerze Akcji osiągnięto w rekordowo szybkim czasie (ok. 40 min.), dlatego żywiołowo reagująca sala mogła zmierzyć się z tym nietypowym dziełem jeszcze raz.

Piekło z kaset wideo

Obok “Midsommar. W biały dzień” Ariego Astera publiczność, w jak zawsze szczególnych warunkach, zobaczyła “It’s Alive 2: Island of the Alive”. Cykl VHS HELL to projekcje filmów klasy B, symultanicznie tłumaczonych przez improwizującego i nietrzymającego się ścieżki dialogowej lektora, a zarazem stały punkt i ważny moment festiwalu. Tym razem widzów na wyspę dzieci-potworów zabrał Piotr Czeszewski.

Wcześniej wypełniali oni sale jeszcze na takich projekcjach, jak “Dzięki Bogu” François Ozona, “Krew na betonie” Stevena Craiga Zahlera, “Parasite” Joon–ho Bonga, “Najlepsze lata” Jonah Hilla czy “Portret kobiety w ogniu” Céline Sciammy.

Po najdłuższym dniu w historii festiwalu publiczność podzieliła się: część wyruszyła zasilić parkiety partnerów Kamery Akcji, czyli Festiwalu Labirynt, część postanowiła bawić się w Tubajce – oficjalnym klubie festiwalowym. Pozostali po pokazach poszli spać, bo jak inaczej wstać w niedzielę na poranne spotkanie z Arkadiuszem Tomiakiem?

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
IMG_0800
Ukryci powstają w Łodzi (wideo i foto relacja z planu)
wilkanoc
Wilkanoc w Muzeum Kinematografii
Birdboy
Pierwsza odsłona Euroshortów za nami

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*