DSC_0574blawutW czwartek, 9 lutego o godz.19 w kinie Charlie, rozpoczął się pokaz filmu z udziałem jego twórców m.in. reżysera  Jacka Piotra Bławuta i odtwórcy głównej roli Witolda Dębickiego.

Film pokazuje małżeństwo w średnim wieku. Żyją w domku w lesie. Ich życie, mimo że wspólne toczy się jak gdyby obok siebie. Spotykają się tylko przy stole, spożywając posiłki. Żona (Sławomira Łozińska) spędza całe dnie nad jeziorem, on (Witold Dębicki) przy naprawie skutera „Osa”. Codzienność nagle zmienia się, gdy pewnego dnia żona nie wraca znad jeziora. Mężczyzna musi zmierzyć się z trudem straty, śmiercią najbliższej mu osoby. Szaleńczo próbuje odpowiedzieć na pytanie dlaczego do tego doszło? Kim tak naprawdę była osoba z którą żył tyle lat i co widziała w jeziorze nad które tak uparcie jeździła? Ważna jest tu  również rola córki(Magdaleny Cieleckiej), kóra pojawia się po śmierci matki. Czy główny bohater zdoła skonfrontować się z życiem i nadrobić utraconą relację?

Film trwa 28 minut. Pada tam tylko kilka zdań. Przepiękne zdjęcia Adama Palenty i muzyka Michała Jacaszka podkreślają głębię przeżyć bohaterów.  Film powstał na podstawie opowiadania Anny Onichimowskiej, jednak w opowiadaniu bohater popełnia samobójstwo. Jak twierdzi reżyser, takie rozwiązanie nie do końca mu odpowiadało – „Trudniej jest żyć. Skonfrontować się z tym co przepadło, z poczuciem, że coś się przegapiło”. Odtwórca głównej roli zauważa, że w życiu każdego człowieka pojawia się samotność. Dotyczy to również życia małżeńskiego. Witold Dębicki: „Życie małżeńskie w pewnym momencie staje się życiem równoległym. Facet, który całymi dniami zajmuje się wkręcaniem śrubki w skuterze „Osa” nic nie rozumie. Nie wie po co ta żona jeździ nad to jezioro? Dopiero po jej śmierci stara się odkryć jej tajemnicę. Siada w jej fotelu, pali jej cygarko, ale już jest za późno”.     

Temat śmierci w dzisiejszym świecie jest bardzo popularny i w większości przypadków okazuje się, im więcej wnętrzności widać w scenie tym film jest lepszy i przysparza wielu wrażeń. Taki obraz jaki został przedstawiony w filmie „Jezioro” jest trudniejszy. Podczas spotkania z twórcami po seansie z publiki padło pytanie, dlaczego ten film jest taki przygnębiający? Wydaje mi, że ludzie we współczesnym świecie oczekują filmów z tzw. Happy endem. Chcemy za wszelką cenę znaleźć lekarstwo na cierpienie, bo przecież urodziliśmy się po to by być szczęśliwymi. Dlaczego nie pozwalamy sobie na smutek…przecież to też MY. Mogę się tylko zastanawiać w jaki sposób można przedstawiłabym takie emocje w filmie….reżyser zrobił to po mistrzowsku. Chyba lubię czasem być smutna.

/fot. Kuba Popłoński

Zobacz także:

Twórcy filmu “W ciemności” gościli w Łodzi

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
lfc
Wyniki Łódzkiego Funduszu Filmowego 2013
richard_brick_official
Producent filmów Woody’ego Allena szefem jury na Targowej 2012
polwka_na_starym_rynku_20100703_2009096305
Ludożerca na Rynku Starego Miasta

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*