Fenomen – recenzja

fenomenTwórcy „Fenomenu” reklamują swoje dzieło jako „komedię nieprzyzwoicie śmieszną”. Widać dawno nie korzystali ze słownika języka polskiego, bo szukanie dobrych gagów w tej komedii to jak tropienie igły w stogu siana.

 
Żeby zrozumieć, o co tak naprawdę chodziło ludziom stojącym za „Fenomenem” trzeba sięgnąć do ulotki, którą można pobrać ze stojaków w każdym niemal kinie. Opis filmu na tej małej karteczce przeczy jednak temu, co widzimy na kinowym ekranie.

Dzięki dystrybutorowi dowiedziałem się, że jest to obraz o miłości. Mamy oto trzy różne kobiety: gwiazdę opery mydlanej Agnieszkę, rozpieszczoną do szpiku kości i głupoty córeczkę miliardera Oliwię oraz jej najwierniejszą psiapiółę, Jadźkę. Mimo że dziewczyny dzieli praktycznie wszystko, to jedno je łączy – wszystkie poszukują faceta, prawdziwego fenomena. Miała to być teoretycznie oś całego dzieła. Praktyka pokazała inaczej.

Wracając do fabuły. Gdy Agnieszka dowiaduje się, że jest chora postanawia rzucić swój dotychczasowy świat i uciec, zamieniając swą nową limuzynę na żółtego malucha. Trafia zupełnie przypadkiem na teren wykopalisk archeologicznych i tam przeżywa romans z przystojnym Włochem na co dzień grzebiącym w ziemi. Produkcja kultowego tasiemca jest bezradna, dlatego postanawiają przerzucić się na fabułę. Obsadzają w niej zaginioną Agnieszkę, znajdują fajne plenery w okolicach Płocka i rozpoczynają casting na filmowego męża gwiazdy małego do tej pory ekranu.

A gdzie rola Oliwii i Jadźki? Rozpuszczone dziewuchy dowiedziawszy się, że do Płocka zjadą faceci, postanawiają udać się tam na podryw. Dziwnym zbiegiem okoliczności obie panny zostają zaangażowane w produkcję nowego dzieła. Nie bez znaczenia był fakt, że tatuś Oliwii (co tam robi u licha Jan Nowicki?!) ma kasy na lodu i nie zawaha się jej użyć, gdy tylko córeczka zadzwoni.

Wracamy do ulotki. „Nieprzyzwoicie śmieszna komedia, nawiązująca do najlepszych tradycji gatunku” – jakiego gatunku? Jeśli mowa tu o komedii, to twórcy zapomnieli przed wcieleniem scenariusza w życie zapoznać się ze słownikową definicją tego wyrazu. To, co dzieje się na ekranie, nie jest ani śmieszne, ani nie pokazuje dobrych konotacji z polskimi klasykami gatunku. Nie wiem dlaczego, ale od razu porównałem „Fenomena” z „Ciachem”. W obu nie do końca wiadomo, o co chodzi, nie do końca wiadomo, po co to wszystko. Jednak „Ciacho” broni się dobrą kreacją Pawła Małaszyńskiego. W omawianym obrazie na ciche oklaski zasługują jedynie Rafał Cieszyński, jego filmowa mamusia (brawo Elżbieta Okupska!) oraz Przemek Cypryański.

„Pełna zaskakujących zwrotów akcji, barwnych postaci i zabawnych dialogów, które mają szansę na trwałe zapisać się w pamięci kinomanów”. Gdzie te zabawne dialogi? Jak długo można brnąć w rozmowy typu: „-Byłaś na Titanicu? -Coś ty, przecież on zatonął”? Ma się nieodparte wrażenie, że część gagów śmieszyła tylko samego scenarzystę. Są to typowe „inside jokes”, które bawią bardzo wąskie grono odbiorców.

Plusy? Ładne plenery koło Płocka, a dla dziewcząt – paru przystojnych facetów w kolejce do sławy i pieniędzy. Reszta jest miałka i niewyrazista. Na napisach końcowych widnieje adnotacja, że „Fenomen” powstał przy współudziale finansowym Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej. Apelujemy więc do twórców kina polskiego: przeczytajcie Państwo dobrze scenariusz, na który zamierzacie wyłożyć pieniądze.

 

4 komentarze do “Fenomen – recenzja

  • 13 maja 2010 o 07:26
    Bezpośredni odnośnik

    dawno nie byłam na tak beznadziejnym filmie.najgorzej wydane pieniądze na ten bilet.szkoda że nie przeczytałam tej recenzji wcześniej.

    Odpowiedz
  • 24 maja 2010 o 11:48
    Bezpośredni odnośnik

    Byłam widziałam i nie uważam,że straciłam czas. Film może nie jest najlepszą produkcją roku, ale bez przesady widziała dużo większe tragedie w polskim kinie. Film uważam za fajny – cudne plenery, nieograni aktorzy, pomysł odmienny od innych taki trochę w poprzek, cytaty wyjęte z życia. Dziękuję.

    Odpowiedz
  • 3 października 2010 o 20:08
    Bezpośredni odnośnik

    obejrzałem film i stwierdzam ze polskie kino już przebiło się przez dno. W tym filmie nie ma nic śmiesznego (no prócz scenki z policją). DNO DNO DNO

    Odpowiedz
  • 7 listopada 2011 o 11:48
    Bezpośredni odnośnik

    no i jeszcze ta piosenka kochaj mnie w wyk. Barbara Kulawik. jedyne co dobrze kojarzy mi sie z filmem pozatym pierd…nie kotka za pomoca mlotka 😆

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pomóż nam

Strefa filmu

Repertuar kin

Zobacz na co warto iść do kina. Więcej »

Premiery

Nie zapomnij o najciekawszych premierach filmów. Więcej »

Informator

ABC każdego miłośnika filmu. Adresy, ceny biletów, itp. Więcej »

Polecamy