epicentrumRzadko na ekranach polskich kin pojawiają się filmy katastroficzne. Na próżno szukać następców Góry Gantego czy też chociażby bliskiemu tematowi Tornada. Epicentrum to bardzo przeciętna produkcja, nie wnosząca nic do tematu – jednak należy dodać, że to bardzo lekkie kino idealne na wakacje.

Małe amerykańskie miasteczko. Tutejsza młodzież przygotowuje się do zakończenia roku szkolnego. Szaleńcy przypominający wariatów z Jackass bawią się w kolejne dziwaczne wydarzenia, które mogą się dla nich źle skończyć. Wreszcie łowcy burz szykują się na pierwszy w tym sezonie dobry temat. A w tle miłość nastolatków i burza stulecia – olbrzymie tornada nawiedzające Silverstone. Jak widać nic szczególnego. Na szczęście są momenty grozy i zaskoczenia. Dużą część filmu trzyma w napięciu, jednakże od strony wizualnej, co akurat przy tego typu produkcji jest ważne, z każdą chwilą niestety jest coraz gorzej. Przy wielu, coraz bardziej skomplikowanych scenach, widać komputerową sztuczność. Epicentrum to po prostu przeciętne kino wakacyjne.

Całość reżyseruje Steven Quale, znany m.in. z Obcych z głębin i piątej części Oszukać przeznaczenie. W obsadzie znaleźli się Richard Armitage,  Sarah Wayne Callies czy Matt Walsh, czyli krótko mówiąc druga liga kina amerykańskiego. Podobnie z realizacją.

Podobno początkowo obraz miał być typowym „found footage”, czyli paradokumentalnym obrazem, który korzysta z ujęć pseudoamatorskich (typu Blair Witch Project). Niestety twórcom nie udało się to. Trudno uwierzyć, że kolejne sceny to zdjęcia z kamerek uczestników zdarzeń. A szkoda, przy odpowiednich umiejętnościach mogłoby być ciekawiej.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
strategiamistrza
Strategia mistrza – recenzja
jiro
Jiro śni o sushi – recenzja
partygirl
Party Girl – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*