excentrycyLata 50. ubiegłego wieku w naszym kraju absolutnie nie kojarzą się z niczym optymistycznym i kolorowym, to raczej czasy szarego PRL-u. Ale to właśnie w tym okresie Janusz Majewski postanowił umieścić akcję swojej najnowszej produkcji „Ekscentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy”. Produkcja ta, przynajmniej jeśli chodzi o klimat, nie ma nic wspólnego z bezbarwnością i bezwzględnością tamtych czasów, ma natomiast wiele wspólnego ze zgrabnie zrealizowanym, niezwykle przyjemnym dla ucha kinem muzycznym, którego w naszej kinematografii niewiele.

Jak można spodziewać się po filmie muzycznym, fabuła nie jest tu najmocniejszą stroną – momentami jest zwyczajnie płaska i nie brakuje w niej zbędnych wątków (jak chociażby wątek choroby jednej z bohaterek). Główna historia „Ekscentryków” oparta jest na powrocie z Anglii do rodzinnego Ciechocinka muzyka – jazzmana Fabiana Apanowicza (Maciej Stuhr). Fabian chce w kraju robić to, co lubi – grać jazz i przy aprobacie władzy udaje mu się skompletować polski big band, do którego werbuje m.in. swoją siostrę Wandę (Sonia Bohosiewicz) oraz tajemniczą Modestę (Natalia Rybicka). Zespół rusza w tournee i zalewa polskie miasta jazzem oraz swingiem, których melodie umilają nam cały seans.

To właśnie muzyka gra w filmie Majewskiego pierwsze skrzypce i chyba można pokusić się o stwierdzenie, że jest jednym z bohaterów tej produkcji. O oprawę muzyczną zadbał m.in. Wojciech Karolak i faktycznie zaadaptowane na potrzeby obrazu jazzowe klasyki cieszą nasze uszy, a utwory takie jak „On the sunny side of the street” wybrzmiewająw głowie jeszcze po skończonym seansie. Gratką są też udane wokale pań Bohosiewicz i Rybickiej.

Różnie natomiast wypada w „Ekscentrykach” aktorstwo. Maciej Stuhr na pierwszym planie po raz kolejny serwuje nam po prostu swój nieodparty urok i komizm, którego w filmie jest sporo. Stuhrowi partneruje Sonia Bohosiewicz oraz Natalia Rybicka, i o ile ta pierwsza spisuje się dobrze, o tyle tej drugiej nie kupuję w roli femme fatal, którą gra. Nie wiem czy to coś w manierach, czy mimice tej aktorki ( może to też po prostu nietrafiony dobór aktora do roli), ale stworzona przez nią postać jest irytująca, zwłaszcza na początku. W rolach damskich świetnie ogląda się natomiast Annę Dymną, tym razem w kreacji wulgarnej Bayerowej –  bohaterki jednocześnie komicznej i tragicznej. To ona wraz z Wojciechem Pszoniakiem swoimi bezpośrednimi tekstami wnoszą wiele do warstwy komediowej. Bo wbrew temu, co może sugerować czas wydarzeń film Majewskiego to kino optymistyczne. Reżyser nie skupia się w nim na wyeksponowaniu komunistycznych czasów, a jedynie subtelnie akcentuje smutne realia. Bardziej zaś pokazuje nam siłę dźwięków, pasję do muzyki oraz przyjaźń jako sposoby radzenia sobie z trudnym systemem.

W ogólnym rozrachunku obraz Janusza Majewskiego całkiem nieźle wypada w kategorii słodko – gorzkich filmów rozrywkowych. Film nie jest pozbawiony mankamentów, ale wart jest zobaczenia chociażby dla sporej dawki jazzu i pozytywnej energii.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
czerwonajaskolka2
Czerwona jaskółka – recenzja
stillalice
Motyl. Still Alice – recenzja
hurt_locker
Hurt Locker – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*