easternboysOmalże nie zobaczyłabym tego filmu. I może to był właśnie znak od losu, żeby uciekać daleko i bronić się przed sterylnością obrazu zaproponowanego przez Robina Campillo.

Nachalność montażu, jego gwałtowność, drażni oczy – nie byłam w stanie skupić się na innych elementach filmu, właśnie dlatego, że zaatakowała mnie warstwa techniczna Chłopców ze Wschodu. Jak  drzazga wryła się w mój umysł i do końca uwierała, przynosząc ból patrzenia. Najgorsze było to, że nic nie mogłam na to poradzić – siedziałam i konałam powoli, cierpiąc niewypowiedzialnie. Kreowane na przypadkowe oraz psychodeliczne (w pewnych momentach) kadry stają się tak anonimowe, nieprzemyślane, że mam ochotę krzyczeć z rozpaczy i błagać reżysera, żeby coś natychmiast zmienił! Nie lubię, kiedy film atakuje mnie swoją zapalczywością, a tutaj dostałam ciosów w nadmiarze. Nie chcę więcej…

Historia z początku przyciągnęła mą uwagę – wydała mi się intrygującą mieszanką nieprzewidywalnych uczuć i wydarzeń. I, mimo że, całość wydaje się dość oryginalna, do opowieści jednak wkrada się banał. Koniec jest wręcz nie do pomyślenia – wyobraziłam sobie, że takie zakończenie nie może zdarzyć. A tu niespodzianka! Reżyser zadrwił sobie ze mnie i zrobił z tego komedię, dał mi wspaniały happy end, któremu daleko do prawdy.

Opowieść o młodych ludziach pochodzących z krajów Europy Wschodniej – przyjechali z Rosji, Mołdawii, Ukrainy – wżera się w odbiorcę. Najstarsi z nich nie mają jeszcze 25 lat. Są zagubieni, zamknięci w własnym kręgu, w większości nie znają języka. Całymi dniami wałęsają się wokół paryskiego dworca Gare du Nord, prostytuując się, po to, żeby zarobić na życie. Nielegalni imigranci ukrywają się, nie żyjąc naprawdę. Ich dramat rozgrywa się na tle zadbanego i nowoczesnego miasta, kontrastując obie sfery życia – następuje połączenie sprzeczności: bogactwa i biedy. Nieśmiały Daniel (Olivier Rabourdin), mężczyzna w średnim wieku, decyduje się na odważny krok i zaczepia jednego z chłopców – Marka (Kirill Emelyanov). Rozpoczyna się opowieść o erotycznej relacji, homoseksualnym związku głównych bohaterów.

Brak wyrazistości bohaterów pierwszoplanowych powoduje jednak, że nic dla nas z historii nie wynika. Jedynie Daniil Vorobyov, wcielający się w rolę szefa gangu, zasługuje na pochwałę – skutecznie wypełnia własną postacią ujęcia, w których występuje. Poza tym wszystko jest miałkie. Osadzone w scenerii jednego mieszkania – o bardzo prostym wystroju – sceny stają się podobne, wiele z nich nie zaskakuje. Koniec filmu przynosi wyłącznie zmianę wrażeń – pojawia się zaskakująca modyfikacja. Niestety, ostatecznie nie daje uczucia sytości, filmowi brakuje głębi.

Smutno mi pisać, kiedy coś tak bardzo nie przypadnie mi do gustu, bo lubię się czasem pozachwycać. Żałuję, ale Chłopców ze Wschodu nie polecam.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
locke
Locke – recenzja
7344688.3
Poznaj naszą rodzinkę – recenzja
brat
Brat – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*