dziewczynazszafyWybierając się do kina na współczesny film polski odczuwałam niepokój. Przez ostatnią dekadę rodzima kinematografia obrzucała nas marnymi produkcjami niczym nieudolnego i nieśmiesznego klauna lub kiepskiego magika. Będąc w kinowych salach, płacąc za bilet, siedzieliśmy u skraju załamania, zniesmaczeni poziomem humoru, miałką fabułą, nudnymi scenami i brakiem jakichkolwiek wrażeń estetycznych.

Sztuczność emocji i przesada w każdą możliwą stronę. „To nie nas obrzucać, ale my”, chciałoby się zawołać. Jest jednak nadzieja. Pojawiła się już wcześniej głównie za sprawą Wojciecha Smarzowskiego, teraz zdecydowanie można dodać interesującego człowieka – reżysera i autora scenariusza filmu Dziewczyna z szafy, Bodo Koxa.

Jacek (Piotr Głowacki) opiekuje się upośledzonym bratem Tomkiem (Wojciech Mecwaldowski), podporządkowuje pod niego całe swoje życie, pracę, kontakty. Kocha go, ale jest tylko człowiekiem i odczuwa momenty zmęczenia i niemożności ułożenia sobie prywatnego życia. Próbując je ratować, zostawia Tomka pod opiekę osobliwej sąsiadki Magdy (debiutująca na wielkim ekranie Magdalena Różańska), pogrążonej w depresji i izolującej się od świata zewnętrznego wszelkimi możliwymi sposobami.

W filmie wszystko jest wyważone, złoty środek został odnaleziony. Nadmiar humoru w zetknięciu z trudnym tematem byłby absolutnie niejadalny, sztuczny i sprawiający wrażenie lekceważącego i nieodpowiedniego podejścia. Z kolei łatwo można było przesadzić też w drugą stronę. Kreacja Wojciecha Mecwaldowskiego zdecydowanie zasługuje na uznanie, jest w tej roli niesamowicie przekonujący. Zapominamy o jego wcześniejszych dokonaniach, o nieudanych rolach w pretensjonalnych komediach, na ekranie nie widzimy aktora, tylko autentycznego człowieka dotkniętego poważną chorobą.

Warto wspomnieć o obrazach, film jest bardzo plastyczny, choć odrobinę przytłaczający. Wymowna szarość każdej scenerii (przez klatki schodowe, boiska, sklepy po wieżowce jak pancerne maszyny pozbawione uczuć), zostaje skontrastowana z wybuchem kolorów narkotycznych wizji Magdy. Paradoksalnie zamykając się w szafie, otwiera się na jedyny świat w którym czuje się bezpiecznie, w którym ludzie nie mają dziwnych masek na twarzy, ani karykaturalnych min. Szarość to podobno kolor skrywanych emocji. Szarość to polskość ukryta pomiędzy blokami i ulicami wielotysięcznych miast i mniejszych miasteczek. Właśnie w takiej scenerii filmu opowieść broni się sama, nie odnajdziemy w Dziewczynie z szafy wizualnych smaczków w postaci przepięknego otoczenia. Znajdziemy natomiast autentyzm, udane dialogi, niewymuszony humor i świetną grę aktorską.

Finał jest wzruszający, niepozostawiający złudzeń, ani niedomówień, pozbawiony zbędnego patosu. Film kończy się zgrabną klamrą kompozycyjną, w miejscu w którym się zaczynał, w miejscu, do którego od początku należą Magda i Tomek. Bo choć fizycznie stąpają po ziemi, ich myśli już od dawna są w innym wymiarze. Dziewczyna z szafy zderza niejako dwa światy, udowadniając, że ten podział nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia. Choroba ciała i umysłu to tylko pretekst do pięknej i niebanalnej opowieści o emocjach i samotności. Rewelacyjny debiut, nazwisko reżysera do zapamiętania, czuję, że to dopiero początek.

Kino_CHARLIE_logo_kina

Seans obejrzany, dzięki uprzejmości Kina Charlie. Polecamy i zapraszamy!

Więcej recenzji na Plastrze Łódzkim!

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
niania_i_wielkie_bum
Niania i wielkie bum – recenzja
sniadanie-do-lozka
Śniadanie do łóżka – recenzja
powiemciwszystko
Powiem ci wszystko – recenzja
1 Komentarz
  • 20 maja 2017 at 16:17

    Super strona i jeszcze lepszy artykuł. Ciekawy, przemyślany, nowatorski.
    Czekam na więcej

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*