dziewczynazpociaguAlfred Hitchcock zwykł mawiać, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć. Reżyser „Dziewczyny z pociągu” – Tate Taylor – musiał być pod dużym wpływem tych słów, ponieważ jego obraz w sposób wyraźny próbuje naśladować styl Brytyjczyka. Niestety tylko na naśladowaniu się kończy. I nie tylko Hitchcocka.

„Dziewczyna z pociągu” jest adaptacją książki Pauli Hawkins o tym samym tytule. Główna bohaterka – Rachel – jest samotną, uzależnioną od alkoholu kobietą. Codziennie podróżuje do pracy tą samą drogą kolejową obserwując przydrożne domy. W jednym z nich mieszka jej były mąż – Tom – aktualnie szczęśliwy posiadacz nowej rodziny. W drugim młoda para, której damska część – Megan – opiekuje się dzieckiem Toma. Pewnego dnia Rachel staje się świadkiem zbrodni, której ofiarą padła opiekunka.

Fabuła „Dziewczyny z pociągu” ma w sobie więcej z Harlequina niż z rasowego kryminału. Świadczą o tym nie tylko sylwetki bohaterów, ale przede wszystkim postawa Rachel. Wiecznie zapłakana, niepotrafiąca pogodzić się z losem alkoholiczka tuła się od byłego męża do partnera Megan i nie wie, co tak naprawdę wydarzyło się tego feralnego ranka. Urwane filmy bowiem  towarzyszą jej każdego dnia.

Na pierwszy rzut oka „Dziewczyna z pociągu” ma wszystko to, co powinien mieć klasyczny thriller. Jest dobrze zbudowany nastrój niepewności, zdjęcia utrzymane w niepokojącej, zimnej, szaro – granatowej konwencji, minimalistyczna muzyka, której dźwięki punktują w odpowiednich momentach. Jak inspirację Hitchcockiem w pewien sposób można zrozumieć, tak zapożyczenie patentów z „Zaginionej dziewczyny” jest już niewybaczalne. Film Taylora jest bowiem słabszą kopią świetnego obrazu Davida Finchera. Całe to nieporozumienie może wynikać z faktu, iż książka Pauli Hawkins jest niemalże lustrzanym odbiciem powieści Gillian Flynn, na której oparto scenariusz do „Zaginionej dziewczyny”. To tak naprawdę jedyny poważny zarzut do całej produkcji.

Najjaśniejszym punktem w tym mroku zapożyczonych pomysłów jest kreacja Emily Blunt. Aktorka zaliczyła (chyba) kreację życia. Szkoda tylko, że film jest nie do końca wart jej umiejętności i warsztatu. W scenach, gdzie kamera dosłownie ociera się o główną bohaterkę, Blunt staje się jeszcze bardziej wyrazista i autentyczna. Czekać tylko, aż zagra w produkcji adekwatnej do swojego talentu.

„Dziewczyna z pociągu” jest solidnie zrealizowanym thrillerem. Gdyby reżyser nieco więcej uwagi poświęcił problemowi alkoholowemu Rachel, a wątki kryminalne odłożył bardziej na bok, film na pewno wiele by zyskał. Tak dostajemy jedynie powtórkę z rozrywki. Widzowie oczekujący chwilowego odprężenia nie powinni być zawiedzeni, natomiast osoby „znające temat” będą marzyć o tym, co Rachel przytrafia się każdego dnia, mianowicie o urwanym filmie podczas seansu.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
zolwieninija
Wojownicze żółwie ninja: Wyjście z cienia – recenzja
sesje
Sesje – recenzja
5dniwojny
5 dni wojny – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*