dziewczynwartagrzechuCzasem warto wybrać się do kina na film z serii: lekkie, łatwe i przyjemne, na coś służącego wyłącznie rozrywce i poprawie humoru. Najczęściej takie produkcje pozwalają oderwać się trochę od rzeczywistości i przenieść w zwariowany, zbudowany przez reżysera i scenarzystę świat. Jeśli więc szukacie teraz w naszych kinach tego typu obrazów to „Dziewczyna warta grzechu” Petera Bogdanovicha może być tytułem dla Was.

Produkcja Bogdanovicha to kolejna amerykańska komedia, tym razem bazująca przede wszystkim na komedii pomyłek, humorze sytuacyjnym i charakternych postaciach. Reżyser opowiada w niej historię pewnej call girl Izzy albo jeśli wolicie – Iskry (Imogen Poots), której marzeniem jest zostać aktorką. Niespodziewanie los stawia na jej drodze reżysera Arnolda (Owen Wilson) lubującego się w korzystaniu z usług pań do towarzystwa. To właśnie dzięki niemu Izzy spełnia swoje marzenie, co jednakże skutkuje serią kłopotliwych wydarzeń, które łączą losy Izzy, Arnolda, jego żony Delty (Kathryn Hahn), gwiazdora Setha (Rhys Ifans), pewnego scenarzysty Josha (Will Forte) oraz jego dziewczyny – terapeutki Jane (Jennifer Aniston).

W filmie mamy więc całą galerię przeróżnych postaci. Izzy to dosyć infantylna, wygadana dziewczyna, dla której prostytucja to tylko przystanek na drodze do aktorstwa, a jednocześnie dobry biznes skoro mężczyźni chcą płacić za coś, co równie dobrze mogą mieć za darmo. Arnold, choć zdradza żonę za każdym razem kiedy jest w podróży, o dziwo jest też totalnym romantykiem. Delta z kolei jest wybuchowa, ale i tak despotycznym i nerwowym charakterem prześciga ją terapeutka Jane.

Wszystkimi tymi postaciami scenarzyści sterują niczym marionetkami kreując niewiarygodne zbiegi okoliczności, dokonując przetasowań między filmowymi parami i tworząc miedzy nimi sekrety, którym następnie pozwalają wyjść na światło dzienne. Zabiegi te sprawiają, że akcja w „Dziewczynie wartej grzechu” ma swoje tempo i nie pozwala nam się nudzić. Te zwariowane sekwencje scen dopełniane są jeszcze uszczypliwymi i pikantnymi dialogami, które często wywołują śmiech widowni. Wszystko to zaś sprawia, że w trakcie seansu niejednokrotnie możemy odnieść wrażenie, że jesteśmy świadkami niezłej farsy.

Oczywiście, przy takiej komedii postaci jaką próbuje przedstawić nam Bogdanovich spore znaczenie ma dobór obsady i wydaje się, że w przypadku „Dziewczyny wartej grzechu” twórca filmu poradził sobie z tym całkiem nieźle. Na ekranie w zasadzie każdy ze wspomnianych wcześniej aktorów tworzy charakterne kreacje i chociaż pierwsze skrzypce przypadają Imogen Poots to mnie zdecydowanie urzekła drugoplanowa, ale jakże żywiołowa  i komiczna rola Jennifer Aniston.

Komiczna jest też po prostu cała ta produkcja. „Dziewczyna warta grzechu” to na pewno przyzwoite, stuprocentowe kino rozrywkowe. Jest lekkie, choć naiwne, ale sympatycznie się je ogląda. Może więc w deszczowe i ponure popołudnie faktycznie warto zgrzeszyć dla takiej komedii.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
2dniwnowymjorku
2 dni w Nowym Jorku – recenzja
pitbull2
Pitbull. Ostatni pies – recenzja
magicmike
Magic Mike – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*