dukeZnacie takie produkcje filmowe, które są doceniane przez krytyków i recenzentów, zgarniają nawet wyróżnienia czy nagrody, a Was w ogóle nie ujmują? No właśnie, ja również znam kilka takich tytułów, a po ostatniej wycieczce do kina do takich obrazów dorzucę „Duke of Burgundy” („Reguły pożądania”) w reżyserii Petera Stricklanda – dramat o miłości dwóch kobiet i ich wzajemnej, erotycznej fascynacji.

„Duke of Burgundy” to tak naprawdę opowieść o masochistycznym związku, w którym Cynthia (Sidse Babett Knudsen), badaczka motyli, jest tą dominującą, a Evelyn (Chiara D’Anna) uległą. Obie w domowym zaciszu na prowincji bawią się w odgrywanie ról zgodnie ze scenariuszami wymyślonymi przez Evelyn. I w zasadzie do tego sprowadza się akcja całej produkcji. Oczywiście z czasem poprzez śledzenie erotycznych gierek obu kobiet dowiadujemy się, że ich pragnienia trochę się różnią (jedna jest zmęczona rolą pani i wolałaby stworzyć konwencjonalny związek, podczas gdy druga z chęcią dalej brnęłaby w spełnianie masochistycznych zachcianek), jednakże nadal fabuły tu jak na lekarstwo. Podobnie zresztą jest z tempem akcji – reżyser na tyle niespiesznie przeskakuje między wydarzeniami, że momentami film wydaje się wręcz apatyczny i niezajmujący. A to niestety spory zarzut w stronę realizatora.

Będąc jednak sprawiedliwym trzeba przyznać, że Strickland zadbał i dopieścił stronę wizualno-muzyczną i to ona w „Regułach pożądania” wypada najlepiej. Twórcy idealnie dopracowali scenografię, zwłaszcza, że lwia część wydarzeń dzieje się w pomieszczeniach starego domu, oraz świetnie dobrali niezwykle miłą dla ucha muzykę. Z kolei realizując przesycone kolorami, a jednocześnie skąpe w dialogi sceny udało się im stworzyć w filmie bardzo sensualny i intrygujący klimat. Zabawne, ale i godne podziwu, że Peter Strickland potrafił nakręcić tą pełną miłosnych scen produkcję nie pokazując przy tym prawie wcale nagości. Tym samym udało mu się zaserwować widzom wyrafinowane kino erotyczne dobrze zagrane przez odtwórczynie głównych ról, a więc panie Knudsen oraz D’Anna.

Niestety, sama strona wizualna to nie wszystko i nawet najlepsza realizacja nie jest w stanie przykryć wrażenia znużenia jakie powstaje w trakcie seansu „Duke of Burgundy”. Na pewno trzeba oddać tej produkcji, że to kino nietuzinkowe i ciekawe, jednakże nie sądzę, by trafiło do przeciętnego widza. To raczej pozycja dla koneserów i fanów tego typu gatunku filmowego.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
niewierni
Niewierni – recenzja
twojastara
Twoja stara. Baśń – recenzja
5rozbitych
5 rozbitych kamer – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*