droganapolnocNie każdy dramat musi realizować założenia kina moralizatorskiego. W „Drodze na północ” Mika Kaurismäki zdecydowanie nie ma zamiaru pouczać widza, a już tym bardziej go „umoralnić”. Chce intrygować, a to zdecydowanie mu się udało.

Prosta, na pozór przewidywalna fabuła, okazuje się być pełna nieoczekiwanych wątków. Leo – zniszczony przez nałogi i niechlubny tryb życia, ojciec sławnego pianisty o imieniu Timo – po 30 latach pojawia się pod jego drzwiami i zabiera syna w podróż. Bohaterów z pozoru dzieli nieomalże wszystko: wiek, tryb życia, charakter, doświadczenia, dystans jakiego nabrali przez lata rozłąki. Podróż do Laponii stopniowo demaskuje meandry życiorysu starego Leo. Timo, dojrzały mężczyzna, w trakcie zaledwie kilku dni dowie się, że ma siostrę, babkę, „drugą” matkę i pozna prawdziwe oblicze swego ojca.

Nie jest to kino bardzo dynamiczne. Fabuła rozwija się bez pośpiechu, ale konsekwentnie wzmaga ciekawość widza poprzez odkrywanie kolejnych epizodów z życia Leo. Ciekawie ukazany jest także koloryt kultury skandynawskiej, który dla kinomana przyzwyczajonego do amerykańskich produkcji, może być początkowo niezrozumiały. Bo czy to możliwe, że kradzież samochodu czy benzyny z przydrożnej stacji, nie musi być uwieńczona spektakularnym policyjnym pościgiem. Podobnie ukazane w filmie uczciwość i gościnność Finów zdumiewają, a jednocześnie wzbogacają fabułę, stając się źródłem naprawdę wybornego humoru sytuacyjnego.

„Droga na północ” jak przystało na kino skandynawskie, daleka jest od nadmiernej ekspresji i formalnej przesadny. Może właśnie dlatego budzi żywe i naturalne emocje u odbiorcy, niczego na nim nie wymuszając. Dużo w niej zaskakujących obrazów – bo droga na północ to podróż przez rodzinne tajemnice. Warto je poznać.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
miasto44
Miasto 44 – recenzja
ziarnoprawdy
Ziarno prawdy – recenzja
fairgame
Fair Game – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*